"
O serce żmii pod kwiecistą maską!
"
Obudziła się bardzo wcześnie. Leżała chwile nasłuchując, nic nie mąciło ciszy. Obudził ja niepokój. Mocny ścisk w żołądku i wrażenie , że czyj oddech łaskocze ją po karku. Zaczęło się od dziwnego snu przesyconego elektryzującą aurą. Biegła po ciemnych ulicach nie patrząc za siebie. Chodnik był nie równy, choć osiągała niemal zawrotną prędkość, wiedziała- jej prześladowca jest tuż obok. Czuła jego wzrok. Nie miała broni i była bezbronna, mierzył do niej. Upadła i rozległ się złowieszczy syk, spojrzała na siebie, miała zakrwawioną bluzkę...
Przez chwile leżąc w łóżku miała wrażenie, że nie jest sama, że ktoś ją obserwuje. Uspokoiła się jednak, była pewna że, uciekając wczorajszego wieczoru przed Gwardzistą trafiła do szkoły i dokładnie wszystko pozamykała. Zaciągnęła zasłony na okno i zastanowiła się co dalej. W tamtej chwili po prostu spanikowała, sytuacja w której się znalazła skołowała ją doszczętnie.Jakim cudem ten chłopak się tam znalazł? To było moje zadanie! Błękitni nie działają w ten sposób nie pojawiają się przypadkiem, to nie w ich stylu. Dlaczego go zabił? Nie musiał, ja, ja poradziłabym sobie z nim. Był taki bezbronny. Zerknęła na wyświetlacz telefonu, było po piątej. Może powinnam zadzwonić do wujka? Ale wtedy istnieje ryzyko że, odwoła lub przeniesie moje zaprzysiężenie na Błękitną Gwardzistkę, już zbyt długo czekałam. Będę ostrożna i postaram się o tym zapomnieć, to był przypadek. Nigdy więcej się nie powtórzy.
Wzięła prysznic i zaplotła włosy w warkocz, wzięła się za matmę. Do śniadanie zostało jeszcze dużo czasu. Sobota dzień zawodów. Gdy dotarła na salę gimnastyczną trenerka tłumaczyła coś nerwowo kilku licealistom. Rozpromieniła się na widok Leny ubranej w barwy szkoły.
-Dobrze że, jesteś, właśnie mówiłam drużynie nasza taktykę. Dobrze by było gdybyś pojawiła się na którymś z treningów. Zauważyła kąśliwie trzymając się za boki.
-Nie miałam czasu. Powiedziała patrząc na w-f'istkę pogardliwie.
-A czym to ty możesz być zajęta hę? Prychnęła baba i wróciła do omawiania planu.
Lena pokręciła głową zdegustowana. Czekało ją kilka godzin w towarzystwie spoconych dziewczyn. Nie była championką siatkówki, ale świetnie radziła sobie w kosza. Na przerwie z sąsiedniej sali wybiegli męscy zawodnicy turnieju.
-Cześć, jednak dotarłaś co? Zapytał jej kolega z klasy dotykając jej ramienia.
Odwróciła się gwałtownie, choć nie czuła z jego strony żadnego zagrożenia.
-Musiałam. Odpowiedziała cierpko przyglądając mu się, był jak przystało na koszykarza wysoki i całkiem nieźle zbudowany. Miał trochę dłuższe włosy, które kręciły się lekko na końcach.
-Nie czujesz ducha rywalizacji. Zaśmiał się przyjaźnie.
-Kris dawaj! Krzyknął ktoś z tyłu sali i chłopak odwrócił się z żalem.
-Musze lecieć. Rzucił i zniknął za podwójnymi drzwiami.
Zawody trwały jeszcze chwile, a po ich skończeniu Lena czuła satysfakcję jak po spełnieniu przykrego obowiązku. Niemal przespała niedzielę, rezygnując nawet z biegania. Zjadła popcorn i oglądała filmy. Wyrzuciła z głowy nieudane polowanie. Zasypiając zastanawiałam się czy mama kiedykolwiek wstrzymała się od strzału. Może tamtej nocy, też się zawahała, tylko nikt nie przyszedł z odsieczą? Zwinęła się w kulkę i zamknęła oczy, pilnując by nie pociekły z nich łzy. Zabiję ich bez wahania, poczekam aż zdadzą sobie sprawę z tego kim jestem. Jak pożałują, że kiedyś źle dobrali ofiarę, ale wtedy będzie już a późno. Ocalałam aby ich pomścić, tylko po to żyję...
***
Świt powitał mieszkańców Miasta Nad Rwącą Rzeką szarością i deszczem. Ciężkie krople uderzały w chodniki, dachy i maski samochodów, zalewały czarne parasole i dudniły w metalowe parapety. Pozapinani pod samą szyję zaspani mieszkańcy zadymionego od pieców kaflowych i spalin samochodowych miasta, przeklinali dziś deszcz, wdzierający się za kołnierze i moczący włosy. Chodniki usiane były kałużami a błoto przylepiało się do nogawek spodni i brudziło buty. W zespole szkół im. Armii Krajowej, w którym mieściło się prywatne gimnazjum i liceum z internatem,uczniowie powoli budzili się ze snu. Za kilkanaście minut zaczną leniwie zwlekać się z łóżek. Będą przemierzać pokryte kafelkami korytarze, prowadzące do łazienek. W pokojach zacznie się ruch, na niższych piętrach gimnazjaliści zaczną się przepychać w drodze do stołówki. Znudzeni licealiści będą bez problemu torować sobie między nimi drogę. Na razie jest jednak cicho. Nic nie mąci ciszy, nie rozdzwoniły się jeszcze budziki. Jest tak spokojnie.
Lena tuszowała znaki nieprzespanej nocy makijażem gdy rozdzwonił się dzwonek zapowiadający zajęcia. Nie przejęła się tym, pierwszą lekcją była religia. Bez pośpiechu dotarła na lekcję, która już się zaczęła. Cichutko zajęła miejsce z tyłu obszernej sali, jeszcze nie do końca obudzona, nie do końca wyrwana ze szponów niepokoju. Uczucie zbliżającego nie niebezpieczeństwa nie odstępowało jej na krok. Tliło się gdzieś z tyłu głowy, nie przeszkadzając, ale zachowując czujność i gotowość by zaatakować bólem i nudnościami, spowodować drżenie dłoni i kolan.
--Czy spóźnianie się na moją lekcje weszło Ci już w krew? Spytała Siostra Urszula mierząc w nią swój szponiasty palec.
-- Przegapiłam coś ważnego? Odcięła się Lena, ze znudzeniem unosząc głowę.
Obecni w sali uczniowie podnieśli się podekscytowani zapowiedzią nowej pyskówki.
--Religia jest najważniejszym przedmiotem. Oczekuję większego zaangażowania.
– Już bardziej nie mogę. Odpowiedziała dziewczyna powstrzymując się od uśmiechu.
– Czy ty w ogóle wierzysz w Boga? Podniosła lament zakonnica odwracając się tyłem do roześmianej klasy.
– Wierzę... . Zaczęła Lena powoli hardym głosem.
Zapadła cisza, wszyscy chcieli usłyszeć ripostę.
--Wierze i nic nie ma do tego Pani czarny zakonny strój. Moje wizyty w kościele, czy te pozbawione sensu lekcję. One nic nowego nie wnoszą do mojej wiary, całe to Wasze kościelne przedstawienie nie robi na mnie wrażenia. Żadne Pani słowa tego nie zmienią. Jej spokojny ton, i nie ustępliwe spojrzenie, przeraziły starą nauczycielkę.
- Precz z mojej sali krnąbrna dziewczyno! Nie chcę Cię tu więcej widzieć.
Lena poczuła złość, chwyciła torbę i wyszła z klasy, przewracając krzesło.
Szła szybko wciąż zdenerwowana i podirytowana. Religia podniosłaby mi średnią!
Co za ograniczona, stara torba! Będę musiała teraz zapisać się na etykę.
Znów złapał ją skurcz, mocniejszy niż inne, złapała za klamkę drzwi do sekretariatu. Lekko kręciło jej się w głowie, przed oczami tańczyły ciemne plamy. Uczucie ustało niemal tak szybko jak się pojawiło. Wkroczyła pewnie do sekretariatu, rzucając wściekłe spojrzenie pracującej tam księgowej.
-Chcę się zapisać na etykę. Oświadczyła kładąc ręce na blacie. - Zmieni mi Pani plan?
--Tak w środku semestru, nie wiem co na to Pani Cielicka. Zachowując swój wyimaginowany profesjonalizm wystukała kilka poleceń na klawiaturze komputera.
Po chwili dało się usłyszeć charakterystyczne buczenie drukarki. Drzwi od gabinetu dyrektora otworzyły się, usłyszała zachrypnięty głos
--Tak, zdarzę na drugą lekcję. Do widzenia.
Zamarła na moment, przywołując w pamięci złowieszczy syk i jęk umierającego. Podniosła głowę bez udziału woli i spojrzała na stojącego przy drzwiach chłopaka.
To nie możliwe....
Jego twarz zdobiła pionowa blizna na lewym policzku. Oczy były ciemne i bezdenne. Czarne obcięte jak na rekruta włosy sterczały lekko. W dłoni trzymał arkusz z planem lekcji. Ich spojrzenia spotkały się. Lekko mrużył oczy. Po plecach przeszedł ją zimny dreszcz strachu. Kartka w dłoni wydawała się przybierać kształt nie dużego pistoletu, zakończonego długim tłumikiem.
-Leno, Leno! Głos sekretarki zdawał się dochodzić z innego oddalonego pomieszczenia.
Wyciągnęła dłoń za siebie, nie odrywając wzroku od zagrożenia.
-Dziękuje Pani. Wyszeptała wciąż na nią nie patrząc.
Podjęła decyzję i szybko wybiegła z sali. Pędziła nie patrząc za siebie, gdy zadzwonił dzwonek. Z sal wychodzili uczniowie. Starając się nie zwalniać wbiegała w tłum. Odważyła się odwrócić jednak chłopaka z blizną nigdzie nie było. Bach! Wpadła na wysokiego i umięśnionego chłopaka, niemal go przewracając. Przytrzymał ją delikatnie i odciągną na bok.
--Co się stało Lena? Zapytał zmartwiony.
Ten głos rozpoznała z łatwością.
--Kris... ja... sorry nie zauważyłam Cie. Wyjąkała słabo.
On tu jest! Muszę pobiec po Zemstę! Ale nie mogę przecież latać po szkole z naładowanym pistoletem. Co mam zrobić. Czego on chce?! Pomógł mi, czy oczekuje zapłaty?
--Co się stało? Źle się czujesz? Jesteś strasznie blada. Paplał koszykarz, jeszcze nigdy przy nim Lenie nie zabrakło słów. To było taki urocze i zatrważające jednocześnie.
– Nic mi nie jest Kris. Pójdziemy razem na następną lekcje? Zapytała starając się brzmieć jasno i rzeczowo.
Nieznajomy, kimkolwiek by nie był nie zaatakuję w tłumie.
Szli ramie w ramię, choć w panującym tłumie widać było tylko chłopaka, przez moment Lena zapragnęła być tak wysoka, bez trudu dostrzegłaby wówczas chłopka z blizną, zdała sobie jednak sprawę, że on tez by ją zobaczył!
Z trudem dobrnęła do dwóch ostatnich w-f'ów, na wszystkich lekcjach byłą nieobecna duchem. Straszył ją każdy wchodzący do klasy nauczyciel. Na przerwach jak nigdy starała się przebywać w większej grupie. Z pomocą przyszedł jej Kris, jakby czując jej niemą prośbę, nie odstępował jej na krok. Rozdzielili się dopiero przed ostatnim w-f'em.
W szatani była już bardziej odprężona. Wysiłek fizyczny, pod okiem nauczycielki i w tłumie dziewcząt wydawał się rajem. Zniosła nawet standardowe przytyki wrednej trenerki, bez słowa. Na przerwę między zajęciami wyszła lekko spocona, ale zadowolona. Już ruszała w stronę rozmawiającego z kimś Krisa, gdy dały o sobie znać- uczucie niepokoju i adrenalina.
--O Lena, w szkole jest nowy uczeń. Zagaił koszykarz odwracając się do niej.
Stojący przy nim chłopak z blizną uśmiechnął się lekko. Widok zszokowanej dziewczyny zdawał się budzić w nim zadowolenie.
Lena ledwo zachowała zimną krew.
--Miło mi Cię poznać, choć wydaje mi się , że gdzieś Cię już widziałam. Odparła siląc się na nonszalancję.
– Raczej nie, jestem nowy w mieście. Oświadczył z kamienną miną.
– Skąd jesteś? Drążyła starając się pod niewinnym pretekstem wydobyć jak najwięcej informacji.
Chłopak uśmiechną się przyjaźnie, choć Lena mogłaby przysiąc że, raczej wyszczerzył groźnie zęby.
- Z daleka.
Zadzwonił dzwonek, ale oni wciąż stali mierząc się nawzajem przeszywającym wzrokiem.
--Ekhm Lena, mnie masz jeszcze jednej lekcji? Zapytał Kris robiąc kwaśną minę.-- Ja też już muszę iść. Dokończył znaczącym tonem.
Chłopak z blizną wykrzywił usta w dziwnym grymasie i posłał jej ostatnie spojrzenie spod wachlarzu ciemnych rzęs.
--Na razie Lena. Rzucił i odszedł z dłońmi w kieszeniach.
Dziewczyna pozbierała się i gdy znikną za zakrętem , pobiegła na zajęcia. Nie szło jej już tak dobrze jak przedtem.
Nadszedł czas by zadzwonić do wujka. Teraz była już pewna.