Łączna liczba wyświetleń

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 4


"
     Wyzywasz mą wściekłość, broń się zatem.
                                         "
Nadszedł dzień wypełniony strachem i nerwowym oczekiwaniem. Nie wykluczone, że to jej ostatni dzień w tej szkole. Dostanie tatuaż i uwolni się od chłopaka z blizną. Wybrała już miejsce. Już za kilkanaście godzin, na jej nadgarstku znajdzie się misternie zdobiony błękitny wzór, oznaka jej przynależności do elitarnego grona Gwardzistów. Była już gotowa. 

Obejrzała się za siebie czując nagle czyjś palący wzrok. Był tam, stał z rękoma w kieszeniach i z obojętną miną, popijał mętny płyn z plastikowej butelki po wodzie mineralne. Hol na ostatnim piętrze był niemal pusty. Zaledwie kilkoro licealistów rozmawiało z w luźnej grupie. Stanęła przodem do chłopaka, czekając. Ostatnie dni były męczarnią. Chłopak z blizną wciąż czaił się gdzieś w pobliżu, niebezpieczny i milczący. Tylko stał i patrzył. „Znam twoją tajemnicę” mówiły jego oczy. 
Telefon zabrzęczał jej w kieszeni skutecznie rozpraszając uwagę. 
-     Jesteś już gotowa Leno? Spytał zawsze zmęczony głos w słuchawce.
–    Jasne, już i tak długo czekałam. Odpowiedziała luźno, starając się by jej głos brzmiał spokojnie i naturalnie. 
–    Dobrze, widzimy się wieczorem. 
–    Nie, czekaj! Niemal krzyknęła w słuchawkę, ale było już za późno. 
Cholera, szlag by to! Miałam mu powiedzieć! Wściekała się wchodząc do sali od etyki. Na te zajęcia chodziło niewielu uczniów, dlatego łączono wszystkie klasy licealne. 
Pani Cielecka uniosła brwi na widok Leny.
-    Och Lenko, Lenko na moje lekcje się nie spóźniamy. Oświadczyła dobrze wszystkim znanym protekcjonalnym tonem. - Zapraszam Cię na miejsce w pierwszej ławce.
Lena posłusznie udałą się na miejsce, czując rosnące rozdrażnienie. Chłopka z blizną siedział w ostatniej, w tym samym rzędzie. Obserwacja go będzie niemożliwa. 
-   Dziś, na naszych zajęciach poruszymy problem agresji. Zapowiedział pedagog zamaszyście kreśląc litery na białej tablicy. 
Po sali przeszedł szum niezadowolonych pomruków. Nuuda -zdawały się trzeszczeć nawet krzesła. 
-   Co to jest A.G.R.E.S.J.A ? Spytała klasę, patrząc wyczekująco. - Może Lena?
Dziewczyna była tak zestresowana, że nie zdążyła nawet odpyskować, lub westchnąć. 
-   Agresja to nieuzasadniona przemoc. Odpowiedziała szybko, bez zastanowienia.
-   Właściwe jest to działanie mające na celu spowodowanie krzywdy psychicznej, lub fizycznej. Ale twoja odpowiedź jest bardzo ciekawa.
-   Pewnie nasz nowy kolega doskonale wie co to agresja, Zaśmiał się ktoś z tyłu klasy, wszyscy jak na polecenie wybuchnęli śmiechem. 
-   Skąd to przypuszczenie? Zapytała nauczycielka szczerząc zęby. --Te blizny to był wypadek prawda Maks? Zapytała z poważną miną.
– Oczywiście, zaciąłem się przy goleniu. Odparł prześladowca Leny z lekkim uśmiechem. Klasa ponownie wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. 
–   To czym ty się golisz, piłą mechaniczną? Mruknęła Lena kładąc głowę na dłoni, miarkując rozluźnienie. 
Nauczycielka uciszyła klasę i zapytała o rozładowywanie agresji. Reszta lekcji przebiegła wzorowo. Po dzwonku Lena zgarnęła cienki zeszyt do torby przewieszonej na ramieniu, powoli jakby ociągając się. 
-   Leno, wydaje mi się, że musimy porozmawiać o twoim zachowaniu na lekcjach religii.
–  Skąd, nie chodzę na lekcje religii. Odparła zerkając czy chłopka z blizną wyszedł już z sali.
–   Przeniosłaś się nie dawno, ale to nic Lenko. Mam nadzieje że, poznamy się bliżej na moich zajęciach. Uśmiechnęła się ciepło i wróciła do porządkowania papierów na biurku. 
Nie obchodzi mnie czy zabije mnie ten Błękitny, dłużej nie dam rady z tą babą. Pomyślała dziewczyna i energicznie wyszła z sali. 
Stał jak zwykle, kilka metrów od niej, niby obojętny, ale czujny. Trochę bliżej Leny stał Kris. Wciąż zerkał za siebie, miał kwaśną minę.
-   Cześć! Co etyka lepsza od religii? Spytał przyjaźnie, ale wciąż był jakby skrępowany. Miał na sobie wyprasowany podkoszulek z logo gry video. Przeciągnął się. Gdy się na niego patrzyło, nie opuszczało wrażenie, że jego kończyny są wręcz wyciągnięte. Lekko się garbił lecz i tak wyróżniał wzrostem. 
-    No wiesz, nikt jeszcze nie wyrzucił mnie z sali. Odparła krzywiąc się lekko.
–   Jesteś wcieleniem szatana. Odpowiedział brunet miarkując poważny ton. - Sam nie wiem czemu się z tobą zadaję. Dokończył i wyszczerzył do niej równe zęby.
Sama nie wiem
Ruszyli razem w stronę stołówki, zwykle siadała sama. Tak było dużo lepiej. Jednak teraz kręcił się obok niej Kris. 
Chłopak odwrócił się zawołany przez jednego ze swoich licznych przyjaciół. Gdy chciał wrócić do Leny odkrył że, siedzi w kącie sali, samotnie, w jednej ręce trzymała książkę, w drugiej widelec. Nie było sensu teraz jej przeszkadzać. Znów była dla niego nieobecna, ten krótki moment kontaktu to i tak wiele. Coraz częściej rozmawia, utrzymuje kontakt, istnieje razem z nami. To duży krok. Pomyślał licealista i skierował swe kroki do jednego z prawie pełnych stolików. 
* * *
Siedziała w pokoju pakując broń do torby podróżnej. Zemsta lśniła, wyczyszczona i wypolerowana. 
Polerowanie broni, ma chyba właściwości terapeutyczne. 
Włożyła portfel do kieszeni spodni i narzuciła bluzę z kapturem. Działała metodycznie starając się nie myśleć o niczym ważnym. 
Jest tak spokojnie.
Puk, Puk, Puk. 
Cały spokój poszedł w cholerę. Przeładowała broń i schowała za plecami. Już późno nikt nie powinien tu być. 
-   Kto tam? Spytała spiętym głosem. Niech szlak weźmie drzwi bez wizjerów!
Usłyszała skrzypnięcie klamki i drzwi lekko uderzające w zamek. 
–   Kto tam? Zapytała głośniej. Serce dudniło jej w piersi, ale zmusiła się by oddychać spokojnie. Potrzebowała maksymalnej koncentracji. 
– To ja Kris. Usłyszała przytłumiony dzięki drzwiom głos kolegi z klasy. 
Schowała broń do torby i przykryła kołdrą. Szybkim ruchem przekręciła klucz w drzwiach otwierając je na oścież. 
-   Cholera Człowieku, nie mogłeś powiedzieć za pierwszym razem? Wycedziła gniewnie, mierząc go surowym wzrokiem.
-   E sorry. Jest piątek, wszyscy idziemy na piwo, idziesz? Zapytał lekko speszony opierając się o framugę.
–  Nie, idę spać. Odpowiedziała szybko.
–   Serio, bo wiesz nie wyglądasz? Stwierdził z zakłopotaną miną mierząc wzrokiem jej sportowe buty i bluzę. 
–    Nie ważne, nigdzie nie idę. 
–    Mogłabyś chociaż raz wybrać się gdzieś z nami, nie gryziemy wiesz? Nadal negocjował, choć przeczuwał klęskę.
-     Powiedziałam nie. Jej głos mógłby skruszyć lód. 
Koszykarz uniósł ręce w obronnym geście. 
-     Jak chcesz Lena. Rzucił tylko i zniknął
Odwróciła się i odetchnęła z ulgą. Kris zaczynał robić się problemem, lubiła go ale bywał upierdliwy. 
-     Wolno podeszła do okna, znów padało. Ciemne chmury zasnuły niebo i nie widać było gwiazd ani księżyca. Bardzo lubiła takie noce. Oparła dłonie o parapet i zauważyła, że są mokre. Czyżby koszykarz tak bardzo ją zdenerwował?
Usłyszała skrzypnięcie klamki. 
- Cholera Kris, nie wyraziłam się jasno. Zawołała i odwróciła się gwałtownie. 
Stał w drzwiach z lekko drwiącym uśmiechem na twarzy. 
-   Nie zamykasz drzwi? Spytał retorycznie krzywiąc się teatralnie. - Duży błąd! Oparł się plecami o ścianę.
-   Nie pukasz? Duży błąd. Wycedziła zaciskając dłonie w pięści. TO dlatego się pociła, zagrożenie było w pobliżu.
-   Słyszałem, że masz potencjał, ale to chyba duża przesada. Stwierdził lekko przekrzywiając głowę.
Złapała się na tym, że mimo strachu zamiast w oczy patrzyła mu na usta, szybko skupiła wzrok.
-   Nie jestem Ci winna. Ten chłopak nie musiał umierać. 
Spojrzał w bok i przez moment myślała, że wyjdzie z pokoju trzaskając drzwiami. Opanował się jednak.
-   Z mojej perspektywy wyglądało to trochę inaczej. 
-    Następnym razem po prostu się NIE MIESZAJ! Warknęła mocniej zaciskając pięści.-   Zabijałam już Maks, poradziłabym sobie. 
-   Jak uroczo, pamiętasz moje imię. 
Nagle poczuła słaby ucisk w żołądku. 
-   Ktoś tu idzie. Oświadczyła z pewnością. zerkając w stronę drzwi.
Chłopak uniósł wymownie brew.
-  Tani chwyt. 
Nagle drzwi otworzyły się, stał w nich lekko oszołomiony Kris. 
-  Lena chciałem Cię przeprosić... Zamarł patrząc na chłopaka z blizną, po czym zrobił się czerwony jak burak. Wymamrotał coś gniewnie i wyszedł z pokoju mocno tupiąc trampkami w kafelki.
Maks spojrzał na dziewczynę marszcząc czoło i poszedł śladem koszykarza. Nie czekając ani chwili dłużej Lena spakowała colta w kaburze do torby i oknem opuściła budynek, jeszcze kilka godzin i będzie o krok bliżej do pomszczenia matki. O krok bliżej do wypełnienia życiowej misji. Obowiązku. 
Wybacz mi mamo, będziesz musiała jeszcze chwile poczekać. Pomyślała idąc ciemną i brudną, brukowaną uliczką.
***
Wysiadła na przystanku przy szosie. Letnia rezydencja jej wujka znajdowała się kilka kilometrów dalej, na obrzeżach lasu. Gdyby nie wysokie kolumny i pokaźny rozmiar rezydencji można by pomylić ją z leśniczówką. Na przystanku stało granatowe i brudne volvo. Otworzyła drzwiczki z tyłu i wrzuciła torbę na siedzenia.
-   Spotkamy się na miejscu. Zwróciła się do prowadzącej wóz kobiety i trzasnęła drzwiami. 
Szybko rozgrzała mięśnie patrząc za odjeżdżającym samochodem. Wolna i w końcu zrelaksowana ruszyła biegiem przez ledwie widoczną polną drogę. Biegła a mięśnie strzykały jej radośnie przy każdym ruchu. Bieg jest taki oczyszczający  może razem z potem z ciała wypływa stres, napięcie. Osobiście wole ból mięśni niż serca. Świat jest stworzony do biegania. Kiedy biegnę ziemia tak szybko ucieka z pod moich stóp-latam. Kilkanaście centymetrów nad ziemią. Zło zakorzenione jest w glebie. Wdychamy je razem z tlenem i azotem, oddychamy cierpieniem. Z cierpienia bierze się zło, ze zła cierpienie. To co nas boli nigdy nie znika, zawsze jakaś część tego bólu zostaje z nami. Jedynym lekarstwem jest zemsta, nie sprawi ona, że ból zniknie, nie zapomnę o nim. To całkiem nielogiczne, ale zemsta daje cel. W życiu człowieka ważny jest cel, tylko on jest naprawdę ważny. Nic innego nie ma istotnego znaczenia. Jest dążenie i jest droga. Nie ma nic innego  wszystko jest iluzją. Ludzie bez celu szarzeją, są jak nie ważne wyblakłe szmaty. Ludzie z celem są wyraziści tylko oni maja znaczenia. Najbardziej głupi są ci którzy za cel obstawiają sobie szczęście, błagam.
Późno zdała sobie sprawę, że nie biegnie sama, jak zwykle coś wewnętrznie
powiedziało jej- odwróć się  Ciepło rozlewało się po jej ciele. Zwiększyła tempo,
jeszcze tylko jakiś kilometr, poradzi sobie. Nie musiała się obracać by wiedzieć
kto za nią biegnie. Czego on chce?! Biegła i biegła, teren był nierówny. Adrenalina
pulsowała w jej ciele, serce biło ze zdwojoną siłą. Ostre wieczorne powietrze z
bólem przedzierało się z jej gardła w stronę bolących płuc. Twarz piekła od
uderzeń gorąca, ciepły pot napływał do oczu. Mięśnie napinały się zadając
cierpienie przy każdym ruchu. Niewątpliwie słabła. Nie ucieknę, nigdy nie miałam
szansy. Znalazł mnie tu, znajdzie wszędzie. Tylko ja nie zamierzam się poddać! 
Zatrzymała się gwałtownie ryjąc adidasami w piach. Biegnąca za nią ciemna
postać zareagowała podobnie. 
Stali kilka metrów od siebie, bez słowa- patrząc. Pod kapturem i w panujących
na drodze ciemnościach widziała jedynie fragment profilu jego twarzy, nosa, ust i
wysoko osadzonych kości policzkowe. Nie była w stanie dojrzeć jego ciemnych,
gniewnych oczu. Pot ciekł jej po twarzy i oddychała ciężko, on nie był w lepszym
stanie, oparł ręce o kolana. Jego zgarbiona sylwetka poruszała się w urwanym
oddechu. Szybkim i zdecydowanym ruchem zdjął plecak i wyciągnął z niego
butelkę mineralnej i sreberko. Odgryzł kawałek srebrnej materii i wyjął z niego
duża okrągłą tabletkę, którą przełamał na pół i umieścił w plastikowej butelce
wody. Za buzowało i po chwili płyn zmętniał. Chłopak wypił całość w zaledwie
kilku łykach. Patrząca na to Lenę zapiekło w gardle, z trudem przełknęła ślinę. 
-    Następnym razem nie uciekaj. Oznajmił chłopak zagniewanym tonem. 
-   To mnie nie goń! Opowiedziała zmieszana i od razu otrzymała ripostę.
-    Idiotka. Westchnął ze złością i wrzucił pustą butelkę do plecaka, w biegu
zarzucił go na ramię. Szarpnął Leną i rzucił- Rusz się!
Wyrwała ramie z jego uścisku i odwinęła się, i jednym szybkim ruchem
wymierzyła mu cios z pięści w twarz. Maks skrzywił się lekko i potarł dłonią 
policzek. 
-   Dupek! Warknęła zbita z tropu i zła. 
Chłopak przekrzywił głowę i położył dłoń na karku.
-   Myślisz, że nie uderzę Cie tylko dlatego, że jesteś dziewczyną? Spytał cedząc
słowa z pogardą.
Uniosła lekko podbródek. To dawaj- mówiły jej oczy. 
Rozstawiła szerzej, zgięte w kolanach nogi. 
Po chwili namysłu Maks sięgnął do plecaka z którego wydobył czarnego colta
kaliber 44, broń była w kaburze. Wyjął ją szybko i kilkoma wprawnymi
ruchami dokręcił tłumik. 
-   Myślę, że pójdziesz ze mną, i to bez gadania. 
Stała jak wbita w ziemię, nie mierzył do niej, ale był temu bliski. Napędzana
adrenaliną krew wzywała ją do panicznej ucieczki, do walki. Rozum zmusił jej
kończyny do miarowego wolnego kroku. Najciężej było odwrócić sie do niego
plecami. Jej zmysły szalały, wszystko kazało drżeć ze strachu, ale intuicja
zaprzeczała. Idź powoli- namawiała. A intuicja nigdy jej nie zawodziła. 
Jeśli zginę w tym lesie, zawiodę ją. Nie pomszczę matki. Nie ukończę zadania. Nie mogę sobie na
to pozwolić. Ponownie skupiła się na sytuacji, lekkim szuraniu butów chłopaka za
jej plecami, znajomej Lini drzew. Za pagórkiem do którego zmierzali był dom
wujka, teraz albo nigdy. Jeśli teraz skręcą zaczną się oddalać od jej jedynej
nadziei. Wyrwała w bok tak szybko, że chłopak z blizną nie zdążył nawet 
krzyknąć. Kilkoma skokami znalazła się na pagórku  Starając się amortyzować
upadek padem, stoczyła się ze wzgórza. Resztkami sił podciągnęła się na
wysokim murze i zniknęła za nim. Podbiegły do niej watahą  wściekle ujadając, 
powaliły na równo przystrzyżony trawnik. 
-   No już, już . Odgoniła zgraję merdających ogonów.
Ledwie sił jej starczyło, ale doczłapała się do drzwi, mijając po drodze liczną straż. Jej krewny siedział w fotelu z książką w ręku. 
-   Lena dziecko jesteś już. Powiedział cicho, ale oczy mu błyszczały. 
Dziewczyna zmęczona, przestraszona i umorusana w błocie całkiem nie miała ochoty na rozmowę. 
-   Po.. porozmawiamy jutro. Wyjąkała i udałą się pod prysznic. 
A jej wujek długo jeszcze siedział na fotelu i myślał o tym co było, jest i przede wszystkim o tym co będzie.
Gdy się zjawił było już naprawdę późno. Na jego twarzy widoczne było zmęczenie. 
-   Jakim cudem Ci się wymknęła? Zapytał zmęczony męski głos.
-    Gdybym chciał już by nie żyła. Odpowiedział zgodnie z prawdą.
-    Gdybym ja chciał nawet byś się nie urodził. Metaliczna nuta w głosie mężczyzny stwardniała. -   To twoje najważniejsze zadanie.
Chłopak otrzepał bluzę i wyszedł do przygotowanego dlań pokoju.
Był zmęczony i zły. Tak blisko celu jego podróży. Niedługo wyeliminuje nieomal najgroźniejszą Prawą w sekcie. Wyjął z plecaka nowiusieńki smart fon i wystukał kilka precyzyjnie dobranych liczb. Ekran zalał potok zdjęć i informacji. Wiedział o niej chyba wszystko. Miał dane dotyczące jej ulubionych sklepów i godzin wstawania, miał zdjęcia jak kupuje bułki w piekarni i wraca ze spotkania rady sekty. Wiedział o niej wszystko, absolutnie wszystko. Była jego obsesją. Chęć zabicia jej była jak oddychanie, nieprzerwana i znajoma. Wiedział o niej tak wiele, iż czasem czuł jakby się naprawdę znali. Jakby byli bliskimi przyjaciółmi, choć jest dużo starsza. Był tak dobry w tym co robił, bo potrafił wczuć się sytuację swojego celu. Zawsze starał się zrozumieć jego pobudki i sposób działania. Już tylko kilka elementów brakowało mu do pełnego obrazu Ekateriny, najmłodszej członkini rady Jedynych Prawych. Droga jej kariery była stroma i usiana krwawymi ofiarami. Krwawa Kat, krążyły o niej legendy. Niemal nie miała słabych punktów, niemal. Jej jedyną słabością była o zgrozo miłość. Mordująca z zimną krwią maleńkie dzieci kobieta, nie pozbawiona była instynktu rodzicielskiego. Chłopak wziął krótki prysznic i usnął.
Lena długo nie mogła zasnąć, byłą zbyt zmęczona. Przed oczyma widziała powracającą wciąż scenę. Fioletowy pokój i zapach kurczaka w ziołach, dochodzący z nowoczesnej kuchni. Głos nucącej piosenkę mamy. I nagły hałas, głośny krzyk i kilka strzałów. 
-   Nie wychodź! Wrzeszczała jej matka.
Ale dziewczynka wybiegła z pokoju, w sam raz by zobaczyć wysokiego mężczyznę, w kamizelce kuloodpornej  z czarnym znakiem wytłoczonym za szyi  Dokładnie pamiętała ten tatuaż. Koło wypełnione czarnymi znakami, odszukała go dawno temu. Aleskieren- symbol nadchodzącej śmierci. Zaskakująco adekwatny nieprawdaż? Obiecała sobie strzelić mu prosto w tętnice- naznaczoną mrocznym symbolem. Matka, była dla niej wszystkim, dała jej miłość i napełniła ją wiarą we własną wartość. Nauczyła ją żyć, nawet w chwili śmierci starała się ją chronić. Były dla siebie wszystkim.
                                         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz