Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 2


Rozdział 2

    Po dwakroć nocy! Ale czy to wszystko,
       Dziejąc się w nocy, nie jest marą tylko?
                                                     "

Zwinęła dres do torby i pobiegła na zajęcia, w poniedziałki-aikido, środy-karate, piątki-judo, w co drugi czwartek- strzelnica. Codziennie po kilka kilometrów biegu po mieście, cztery w-f'y tygodniowo i basen. Znajomość podstawowych aspektów psychologicznych i podstawowy kurs samoobrony. Ćwiczyła tak od dawna lecz nie to było przyczyną jej sukcesów, miała wyczucie. Po prostu instynkt łowcy, intuicja jeszcze nigdy jej nie zawiodła. Wracając z treningu tylko przelotnie zahaczyła o pokój by zostawić w nim torbę. Natychmiast wyruszyła by pobiegać, myśląc o decyzji którą dawno już podjęła, a teraz potwierdzi w dniu siedemnastych urodzin coraz to szybciej pokonywała zakręty. Biegnąc patrzyła na uciekający z pod nóg chodnik, światła latarni dawały mało błysku, pomiędzy nimi panował mrok. Od latarni do latarni nie patrząc dokąd. Byle biec, byle szybciej. Decyzje, decyzje- wszystko to rodzi konsekwencje. Wiedziała doskonale po co żyje, by pomścić, zabić zwykły morderca to czym była. Tylko czy zabijając "Prawych" nie ratuje wielu istnień? Oni są potworami, zabijają dzieci, niekiedy niemowlęta. W imię ponurego kultu zwykłej sekty. Biegnąc obrała kierunek powrotny, ale wbiegając w zaułek wpadła na kogoś. Wymamrotała przeprosiny i pobiegła dalej, czując niemiły skurcz w żołądku. W internacie była zbyt późno, na holu czekała na nią Pani Cielicka. Załamywała dłonie i wzdychała.-Gdzie byłaś Lenko, nie mam do Ciebie cierpliwości naprawdę.
-Biegałam. Odpowiedziała pokazując dres.
-Znasz ustalone godziny, masz tyle zajęć może to stres? Wiesz że, zawsze możemy porozmawiać. Oznajmiła kładąc jej dłoń na ramieniu.-Straciłam poczucie czasu. Wzruszyła ramionami i oparła się o ścianę.-Myślę że, powinnam porozmawiać z twoim wujem kochanie.-Ekhm ja jestem zmęczona, mogę już iść? Zapytała lekko zmieszana i uzyskawszy skinienie pognała pod prysznic.Ciepła woda koiła spięte mięśnie i zszargane nerwy. Dziwny skurcz w brzuchu i uczucie nadchodzącego niebezpieczeństwa nie odchodziły, mimo że, była już w bezpiecznej szkole. To powinno się skończyć, to wiedziała na pewno, bez ostrzeżenia dostawała skurczów, coraz częściej, czasem przed oczami robiło jej się ciemno i miała wrażenie że, obrazy przelatują jej przed oczyma. Ułożyła głowę na poduszce i niemal od razu usnęła. Nazajutrz na jej telefonie już czekała wiadomość, zawiadamiająca o pobycie w pobliżu jednego z Prawych. Coś się dziś stanie. Wiedziała to na pewno. Podniosła się i popędziła na lekcję czują podekscytowanie. Zaczyna się!Już na pierwszej lekcji niemal nie mogła usiedzieć na krześle.-Niedługo odlecisz z tego krzesła Leno! Matematyczka miała nieprzyjemny głos kojarzący się z rechotem żaby, czy zasłużyła sobie na przezwisko- Ropucha. Wyrwana z zamyślenia Lena natychmiast podniosłą głowę.-Ekhm. Wymamrotała niewyraźnie.Jeszcze pięć krótkich lekcji i trening a potem nadejdzie czas zemsty. Oby tylko zdążyła. Sekciarze działają według utartego schematu. Ich guru namierza ofiarę i znaczy jej dom, wybiera jednego z wyznawców i przekazuje mu dane na temat rodziny. A wówczas ten czaka na odpowiednia porę, czyli zwykle między 23:00 a 24:30 i atakuje. Jeden z naszych Gwardzistów opracował klucz znaków i zależności więc zwykle dopadamy Prawego nim ten zdąży wykonać zadanie.- przyfruń proszę do tablicy. Ponagliła Ropucha ze złośliwym uśmieszkiem.Lena machinalnie podniosła się z siedzenia i podeszła do czarnej tablicy ciasno zapisanej białą kredą. Funkcja liniowa. Stała pod tablicą długo, nawet nie licząc na pomoc profesorki, gdy w końcu wykonała ćwiczenie odwróciła się do klasy. Chłopak z ostatniej ławki dawał jej jakieś znaki, ale nie zdołała ich rozszyfrować.-Klasa czy to rozwiązała zadanie poprawnie? Kilka rąk poszybowało w górę. Wkrótce niepytana wyrwała się Aga, klasowy kujon.-Zrobiła błąd. Niemal wykrzyknęła pokazując pulchnym palcem tablicę. Tu nie chodziło o antypatię, czy chęć zabłyśnięcia. Dziewczyna po prostu musiała odpowiadać na zadane pytanie i nie mogła zrozumieć jak można, nie umieć czegoś tak łatwego.-Usiądź Lena. Poleciła nauczycielka wzdychając teatralnie i wywołała kujonkę do tablicy.Lena usiadła ciężko myśląc o czekających ją zawodach, nie miała wyboru. Nie da rady zdobyć „dobrego” z matematyki. Nie z Ropuchą jako nauczycielką.-Dawałem Ci znaki. Rzucił chłopak siedzący ławkę za nią.-Wiem, dzięki. Odpowiedziała nadal odrobinę nieprzytomnie. -Chyba widzimy się na zawodach.Chłopak wyszczerzył zęby, chciał coś jeszcze dodać, ale Lena straciła zainteresowanie rozmową. Co ją obchodzi jakiś durny turniej, dziś zabije człowieka. Dotychczas zabiła jedynie dwóch. Wstyd jej było przyznać ale, pamiętała twarz każdego z nich. To potwory , nie ludzie. Tłumaczyła sobie wiele razy, jednocześnie wiedząc że, ich twarzy nigdy jej nie opuszczą. Zabierze je ze sobą w ostatnią podróż- do grobu.
 Przed treningiem złapała na korytarzu nauczycielkę od wychowania fizycznego.
 -Przyjdę na zawody. Zależy mi na ocenie. Wyrzuciła z siebie szybko.
 -Tak jest! W tym roku pokażemy na co nas stać. Emocjonowała się trenerka.
 -A czego dotyczą te zawody? Spytała Lena z nutką obojętności w głosie.
 -Koszykówka i siatkówka, pójdziesz w pierwszym składzie.
 Usiadła na ławce w holu, czując że naprawdę nie ma ochoty iść na trening, musiała się zmusić by się tam zawlec. 
Jej pokój w internacie był mały i pozbawiony wszelkich ozdób. Nie miała plakatów ani zdjęć, nie miała nawet pluszaków. Jedynie kilka ulubionych książek i trochę płyt. Wystrój był surowy, a białe ściany do dodawały przytulności wnętrzu. Po treningu ubrała ciemne sportowe ciuchy , mocno zawiązała sznurówki i włosy. Na głowę naciągnęła kaptur obszernej czarnej bluzy z szarym logo. Chwyciła jeszcze sportową torbę i zamknęła drzwi od wewnątrz. Zamierzała wyjść przez okno. Gzyms był wąski, ale jej okno niemal graniczyło z dachem piętrowej przybudówki, wystarczyło dam dojść, a następnie wskoczyć na gzyms by spuścić się na rękach ku ziemi. Potem ciemne skórzane rękawiczki i prosto do bocznych drzwi szkoły. Należało wejść kantorkiem dla woźnych i niezauważenie do damskiej toalety. Przed laty jedna z uczennic w niej przedawkowała, więc od jakiegoś czasu jej nie używano. W szybie wentylacyjnym schowała pudełko. By się do niego dostać trzeba było wymacać przyklejony na taśmę sznurek i mocno pociągnąć. Wewnątrz starannie owinięty starym podkoszulkiem leżał jej pistolet. Czarny i lśniący, a co ważniejsze obok znajdował się magazynek pełen kul. Lufa była ozdobiona wygrawerowanym ręcznie napisem. Jej pierwsza i zarazem ulubiona broń nazywała się „Zemsta” i była nie zawodna. 
Czują narastające napięcie i podekscytowanie wyszła ze szkoły, tak samo jak weszła. Idąc przez park ze sportową torbą i w dresie wyglądała absolutnie bezosobowo. Szerokie ciuchy chowały figurę a wysoka kitka długie włosy. Szła szybko i pewnie, dyskretnie sprawdzając otoczenie. Jako rekrut nie miała jeszcze ubezpieczenia. Nikt nie szedł kilka metrów za nią by jej pilnować. Nie miała jeszcze tatuaży. Szeregowi Gwardziści zwykle poruszają się czwórkami lub trójkami. Zwiastuny Śmierci polują parami lub pojedynczo. Jednak dziś nikt, samotność nie napawała jej strachem, dostawała zadania najniższej rangi, jeszcze. Wychodząc na jedną z głównych ulic skryła twarz w kapturze. Przechodząc obok przystanku zmuszona przedzierać się przez przechodniów wysiadających z autobusu, zgarbiła sylwetkę. Naglę uderzając kogoś barkiem poczuła ścisk w żołądku. Coś jest nie tak. Przeleciało jej przez głowę ale, parła dalej, nieustraszenie. Miła cel, jeszcze tylko dziś i stanie się Błękitną, oto pierwszy krok jest już przed nią. Gdzieś z tyłu głowy wciąż tliła się obawa więc wchodząc w boczną ulicę rozejrzała się dyskretnie. Ulica była pusta. Dom o którym usłyszała stał w szeregu innych, brudnych i zapuszczonych domków. Biedna nie strzeżona dzielnica. Ktoś kładzie właśnie dzieci spać. Ktoś nie wiem że, są celem zabójcy. Czy mama też nie wiedziała? Czy czuła taki sam niepokój jak ja teraz, czy była czujna? Zapytała się w myśli i skupiła na zadaniu nie może dać się ponieść właśnie dzisiaj. Obeszła ulicę i zniknęła za zakrętem. Odczekała chwile i zaszła do tej ulicy z drugiej strony by niepostrzeżenie ukryć się na drzewie po drugiej stronie ulicy. Było mokro i z nieba sączył się kapuśniaczek. Jak na wiosnę wyjątkowo zimno. Trzęsła się na wysokiej gałęzi ledwie widząc ulicę, dobrą godzinę. Spojrzała na zegarek. Już czas! Bez dźwięcznie przykręciła tłumik do „Zemsty” i schowała ją do torby, uprzednio skracając pasek torby tak by broń byłą pod ręką. Wtedy go zobaczyła miał mokre włosy do ramion workowate ciuchy. Garbił się lekko, poczuła obrzydzenie. Zeskoczyła z drzewa i kucnęła za zdezelowanym samochodem. Ulica spała, jedynymi dźwiękami były opony przejeżdżających ulicę dalej samochodów, wulgarny rap sączący się z któregoś z okien. Chłopak wyją z kieszeni mały ciemny przedmiot i zaznaczył nim dłonie- czarna kreda, czekała. Wykonał kilka dziwnych znaków, czekała. Wyjął z kieszeni nóż ofiarny. Nie zaczekała.
 -Stój! Powiedziała stanowczo stając za jego plecami.
 Mężczyzna zesztywniał, nie odwrócił się, a palce mocniej zacisną na nożu.
 -Rzuć ten nóż Prawy. Odezwała się rozgoryczonym głosem, pełnym pogardy.
 Odwrócił się powoli struchlały, przyjrzała mu się, był niewiele starszy od niej. Budził litość.
 Zobaczył ją i odetchnął z ulgą. Nie zląkł jej postury. Sięgnęła ręką do torby by poczuć się bezpieczniej.
 - Musi się stać prawda. Powiedział podnieconym głosem robiąc krok w jej stronę.
 - Nie podchodź, jeśli rzucisz nóż, nie stanie Ci się krzywda. Nie musisz tego robić. Zrobiło jej się żal chłopca. Na pewno zrobili mu pranie mózgu, trafiała już na takich, gdy oddawał broń zwykle zaczynał płakać i przepraszać. Mieli do tego specjalną procedurę. Unieszkodliwić. Zabezpieczyć. Przekazać. Dzwoni się do swojego Namiestnika, a ten wzywa oddział psychologów którzy zajmują się takimi przypadkami. To dość częste.
 - Prorok Cię wybawi, To co niewinne jest złem, skrywa demony. Powtarzał zapalczywie kierując się w jej stronę.
 - Nie podchodź! Warknęła i sięgnęła po broń.
 - Prorok mnie ochroni. Stwierdził bez strachu.
 Odbezpieczyła pistolet i wycelowała w chłopaka. Cholera nie chcę Cie zabijać głupcze!
 Podszedł stanowczo za blisko, niemal rzucił się na nią. Rozległ się syk i twarz chłopka zamarła, jakby poszarzała. Plama krwi rozlała się po ciemnej bluzie gdy chwycił się za brzuch. Jęknął rozdzierająco i upadł na chodnik, cudem udało jej się odskoczyć by nie pociągną jej za sobą. Nie jej broń wystrzeliła. Podniosła wzrok i zamarła. Stał niedaleko, w ręku trzymał pistolet zakończony tłumkiem. Ich wzrok się spotkał, miał intensywnie ciemne oczy. Stałą i patrzyła a w jej głowie z siła tsunami przelewały się myśli. On nie musiał umierać. Był tylko słabym psychicznie chłopcem, który trafił pod złe skrzydła. Nie umiałabym go zabić. Czy ten koleś właśnie uratował mi życie? Jakie ma zamiary?
 Chłopak metodycznie schował broń do kabury pod obszerną kurtką, wciąż nie spuszczając jej z oczu.
 Ręka powoli jej się uniosła celując w nieznajomego „Zemstą”.
 -Nie wygłupiaj się nie zabiłaś jego, nie zabijesz mnie. Powiedział lekceważąco patrząc na nią bez strachu.
 Niemal bez udziału woli odbezpieczyła pistolet i wymierzyła.
 -Nie zabiłaś Prawego, a zabijesz Błękitnego? Spytał wkładając dłonie do kieszeni. -Pokaż! Zażądała skołowana tym co się działo.Nieznajomy bez słowa zdjął kaptur i przekrzywił głowę, lego szyję zdobiły misterne niebieskawe wzory.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz