"
Ona zawstydza świec jarzących blaski
Ona zawstydza świec jarzących blaski
"
Bolało, na początku było nawet łagodnie, ale w końcu ból stał się naprawdę dokuczliwy. I było jednocześnie tak.... niesamowicie. Czując ten specyficzny piekący ból, chciałam jednocześnie żeby to się w końcu skończyło, i wiedziałam, byłam pewna, będę z niecierpliwością czekała kolejnej sesji. To pierwsza pieczątka na mojej duszy, na zawsze. Teraz już nie ma odwrotu, stało się zostałam napiętnowana, na własne życzenie. Choć tak naprawdę nigdy nie miałam wyboru, urodziłam się, i żyłam w złym czasie, w złym miejscu. Ciesze się, że teraz mam namacalny, błękitny dowód, rany mojej duszy choć odrobinę przyozdobiły ciało. Teraz byłam już inna. Stałam się Błękitną Gwardzistką Jestem pewna, że mama byłaby ze mnie dumna. Wybrałam kark.
- Minie trochę czasu zanim, rana się wygoi. Oznajmił wujek gdy znaleźliśmy się wewnątrz jego letniej posiadłości. - Dlatego mam dla Ciebie coś jeszcze, potraktuj to jak prezent. Dokończył.
Dziewczyna sztywno skinęła głową, gdy zaczął wyjmować coś z podłużnego, drewnianego opakowania, czuła jakby świat się zatrzymał, ta chwila, ten moment, stanie się w jej wspomnieniach czymś niemal świętym. Mężczyzna wyjął z pudełka łańcuszek, z grubych mocnych ogniw, przewieszoną nań zawieszką Przedstawiała ona niebieski skomplikowany wzór, z kolców i małych listków. Znak Błękitnych. Jej oczy wypełniły się łzami, gdy poczuła na szyji ciężar naszyjnika.
A więc, stało się, czekając długie i wypełnione ciężką pracą lata, stanęłam na pierwszym szczeblu drabiny prowadzącej do zemsty. Teraz pójdzie już szybko. Szybko otarła uparte łzy. " Pociesz się! Niechaj sroga nasza zemsta będzie lekarstwem na ten cios śmiertelny" Przypomniała sobie ulubiony cytat z Szekspirowskiego Makbeta.
Nagle niczym błyskawica przeszyła ją myśl, gdzie teraz jest Maks, chłopak z blizną który kilkanaście godzin temu mierzył do niej z Colta czterdziestki czwórki? Miał ją na celowniku, a jednak nie strzelił, nie padł żaden strzał. Nie nacisnął spustu, a mógł. Wszystko przemyślała, ten ruch był naprawdę ryzykowny, ona by strzeliła. I pewnie trafiła!
Nagle usłyszała dźwięk mocnych kroków na schodach, natychmiast dopadł ja ból brzucha, a przed oczy wystąpiły lekkie mroczki. Odwróciła się, chociaż już wiedziała co teraz nastąpi, błyskawicznie sięgnęła do torby przewieszonej przez ramie. Wyjeła niezastąpioną Zemstę i odbezpieczyła. W ostatnim momencie odepchnęła wuja i stanęła przed nim. Stała w lekkim rozkroku trzymając przed sobą colta. Maks nie pozostawał jej dłużny, usłyszawszy charakterystyczny dźwięk przeładowywanej broni sięgnął po swoją. Nie wymierzył, ale trzymał ją w dłoni.
- Jestem pod wrażeniem. Oświadczył obojętnym tonem marszcząc przy tym ciemne brwi.
Wujek Leny położył dłoń na pistolecie dziewczyny i wyszedł zza jej pleców.
- Witam, jednak mam wrażenie, że zaszło tutaj pewne nieporozumienie.
- Kim on jest? Krzyknęła dziewczyna przestraszona nie odkładając pistoletu.
- Może odłożymy broń i porozmawiamy jak cywilizowani ludzie? Zaproponował wujek i nie czekając na zgodę, czy aprobatę usiadł na kanapie. Maks bez strachu usiadł naprzeciwko niego, wygodnie jakby był u siebie, całkiem rozluźniony zarzucił nogi na poręcz zabytkowego fotela.
- On jest twoją obstawą Lena, mamy podejrzenia, że mogą polować na Ciebie najlepsi wśród Prawych. Wytłumaczył jej krewny, Maks natomiast prychnął lekceważąco.
- Dam sobie radę. Oświadczyła dziewczyna pewnie przygryzając wargę.
Jeśli Maks jest tym dobrym, to gotowa jestem uwierzyć, że słońce krąży wokół ziemi. Nic mnie już nie zdziwi.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś? Spytała bezpośrednio chowając broń do kabury.
Tyle strachu, tyle nieprzespanych godzin. Nie mówiąc już o zadrapaniach które oznaczały jej skórę, po ucieczce z lasu.
- Czy kiedykolwiek powiedziałem, że Ci zagrażam? Odcioł się biorą kiść winogron ze srebrnej tacy.
- Jesteś dupkiem, nie będę z tobą pracować.
- Ooo, zabolało! Droczył się cynicznie wykrzywiając wargi. Usiadł prosto i spojrzał jej głęboko w oczy- Ta decyzja nie należy od Ciebie rozpieszczona gówniaro! Uderzył dłonią w stolik. Zerwał się gwałtownie i wyszedł zostawiając ją osłupiałą.
- Za dwie godziny wracasz do szkoły, dbaj o siebie.
I tak skończył rozmowę jej wuj, ani słowa wyjaśnienia, tylko "dbaj o siebie". Skazana na towarzystwo niewygodnego ochroniarza i pozbawiona choćby jednej zaufanej osoby, bo okazuję się, że nawet krewnym nie można ufać. Świat całkiem skazany jest na zatracenie, nie ma w nim jednej szczerej osoby.
Dziewczyna spojrzała za przyciemnioną szybę mknącego w deszczu samochodu, świat toną w deszczu. Jej dusza też płakała, w oknie odbijała się twarz jadącego z nią chłopaka. Miał zamknięte oczy, choć nie spał, marszczył czoło. blizna na jego policzku tylko dodawała mu uroku, sprawiała, że wyraz twarzy stawał się bardziej zadziorny. Złapała się na tym że patrzy na jego usta, nieustannie. Nie mogła znieść spojrzenia jego oczu, były zbyt nienawistne nawet dla niej. A mało kto wie o nienawiści więcej niż Lena.
Usiadła głębiej na samochodowym siedzeniu, gdyż poczuła nagły ucisk w żołądku, zrobiło jej się niedobrze a nie miała choroby lokomocyjnej. Czuła tępy pulsujący ból głowy, który zaczynał się jakby za oczami, a kończył na potylicy. Odpięła pas i przyłożyła dłoń do czoła, krew coraz szybciej krążył jej w żyłach, pobudzony organizm domagał się ruchu. Jednak wyjście z samochodu nie wydawało się najlepszy pomysłem.
- Stój! Zawołał Maks do prowadzącej samochód kobiety.
- Jedź dalej. Krzyknęła Lena ponownie zapinajac pas i łapiąc sie uchwytu nad oknem.- Szybciej!
Maks nerwowo zerkał za siebie.
- Dwa samochody maksymalnie dziesięc osób. Orzekła szoferka i docisnęła pedał gazu.
- Mamy kuloodporne szyby? Spytał chłopak, odpowiedziała mu salwa z wrogiego pojazdu. Wszystko działo się tak szybko, hałas tłuczonego szkła i latające wszędzie odłamki. Pisk opon i krzyk przerażonej Leny. Maks natychmiast nacinał jej rękę na głowę, pilnując by trzymała ją nisko - Wysiadamy na zakręcie, nie zwalniaj! Krzyknął do kierowcy mocując się ze swoim pasem, nie podnosząc głowy naciągnął na ramie plecak i podał dziewczynie jej torbę. Zakręt zbliżał się nieubłaganie mokry od deszczu asfalt był śliski i niebezpieczniej strzały nie ustawały, nadawały nawet z większa częstotliwością Przy samym zakręcie Maks otworzył drzwi od strony Leny.
- Na trzy! Krzyknął starając się przekrzyczeć huk wystrzałów, trzymał dłoń na jej ramieniu. Wiedział, ze nie może się zawahać, jeśli dziewczyna spęka będzie po nich. Nawet teraz nie był pewny ich losu, szanse mieli małe.
- Trzy! Warknął niespodziewanie niemal rzucając nią o zimny asfalt. Ich skóra i krew nie barwiła drogi długo, deszcz zmył ich ślady już po chwili.
Szybko przeturlali się pod barierką oddzielającą szosę od stromej skarpy wiodącej prosto w las. Mokra trawa i ulewnie lejący deszcz zamazał dziewczynie obraz. Bolało całe ciało, szczególe prawy policzek i ramie, spadali turlając się po nierównej, mokrej powierzchni, gałęzie i kamienie wbijały się w skórę i niszczyły ubrania. Wpadli między drzewa oboje zsapani, zdezorientowani i pijani adrenaliną, wciąż słychać było strzały. Lena jęknęła cicho, piekło całe ciało! Maks nie dał jej jednak czasu na odpoczynek, szarpnął nią brutalnie na nogi i razem ruszyli w dal.
W biegu łapiąc za broń, należało trzymać pistolety w pogotowiu. Gniewne głosy były zbyt blisko.
- Schowaj się i dzwoń po pomoc. Rozkazał pchając ją w kierunku lasu.
- Chodź ze mną schowamy się gdzieś. Negocjowała, nie cierpi tego zadufanego w sobie głupka, ale nie pośle go na pewną śmierć. To zbyt ryzykowne.
Wiedział, że nie przekona jej słowami, była honorowa i odpowiedzialna. Szybko podciągnął nogawkę spodni, wystarczyła sekunda by odczytała znaki na jego nodze. Zrozumiała z kim ma do czynienia i zamarła w miejscu. Nocna straż!
Czyny wyprzedzały myśli, zostawiła go i ruszyła przed siebie w biegu wybierając numer telefonu.
- Jesteśmy w lesie niedaleko zakrętu na 116, w lesie, zaatakowali nas Prawi, bądź szybko! Wyłączyła się, nie przerywając biegu. Czuła na twarzy zimne, piekące uderzenia leśnych gałęzi, mokre od deszczu gąszcze, moczyły obranie. Nie czuła jednak, jeszcze zimna, oszalała ze strachu i bólu. Zauważywszy dość głęboki rów między niskimi choinkami wślizgiem dostała się do kryjówki. Ukryta niemal w całości przeładowała broń i czekała. Słyszała głosy i drżała przy każdym wystrzale.
Minuty zdawały się ciągnąć w nieskończoność, napięte mięśnie sprawiały ból. Nie wiedziała ile czasu spędziła w zaroślach, przemokło jej ubranie i poczuła chłód. Chłopak nie wracał, a ona powoli godziła się z myślą, że musi tam pójść, po niego. Nawet jeśli jako siedemnastolatek dostał się do Nocnej Straży, nawet jeśli był tak dobry jak wszystko na to wskazywało, mógł sobie nie poradzić, to nawet bardzo prawdopodobne. Z trudem zwolniła oddech, płuca zdawały się eksplodować bez odpowiedniej ilości tlenu, wytrzymywała, cienka strużka potu spływała jej po czole. Słyszała plusk buciorów zapadających się błotnistą ściółkę. Może to jednak oni przyszli po nią. I nagle jakby spłynęło na nią oświecenie, zdała sobie sprawę, że nie czuje niepokoju. Nic nie zawiązuje jej żołądka w supeł, nie sprawia, iż głowa pulsuje jej bólem. Szukał jej swój.
Wyszła z rowu, wyglądając jak chodzące nieszczęście, rana na policzku wciąż krwawiła, a krew mieszała się z błotem i świerkowymi igłami, tak samo miało się ramię. Brudne i poszarpane ubranie było do wyrzucenia Maks spojrzał na nią oniemiały, może to z wyczerpania i utraty krwi, może nie, ale pomyślał, że nigdy nie wyglądała tak pięknie. Szaro-zielone oczy były nienaturalnie duże i przestraszone, była blada, a jednak uśmiechnięta. Nie mogła wiedzieć kto jej szuka, a bez strachu ukazała się. Wiedziała, że to on, tylko jak? Zauważył to wcześniej, ale dopiero teraz był tego pewnie Dziewczyna była niezwykła. Nie była też bezbronna jak dawniej sądził. Nie mógł mu się trafić gorszy wróg.
- Dostałeś? Wydusiła z siebie blednąc jeszcze bardziej.
Chłopak pokręcił głową nie puszczając prawego boku, bluza w tym miejscu lepiła się do ciała i ociekała krwią.
- Tylko mnie drasnęła Wyjaśnił próbując zachować spokój, mogło być dużo gorzej.
Wyjął pistolet i odbezpieczył niezdarnie, a Lena stała w miejscu pewna, że do niej strzeli. Nawet nie mogła unieść Zemsty, by się bronić, oniemiała. Jednak on wycelował w powietrze i rorległ sie huk wystrzału.
Uch, sygnalizował gdzie jesteśmy.
Chłopak usiadł na ziemi ze zmęczeniem i ciężko padł na plecy, skrzywił się z bólu, lecz nie jęknął.
Podeszła ostrożnie, choć bez wahania i odsunęła jego dłonie, miał zamknięte, mocno zaciśnięte powieki i grymas bólu na twarzy.
Podwinęła bluzkę, żeby zobaczyć ranę, nie była duża, ale obficie krwawiła.
Wyjęła z małej torby dwa bandaże Jeden, nie rozwijając prosto na ranę, lekko musnęła dłonią jego nagrzaną i podrażnioną skórę
- Nie dotykaj mnie! Syknął próbując wstać.
- Daj spokój! Odpowiedział i wykorzystując jego stan naparła na niego rękoma, upadł z powrotem na leśną ściółkę. Z między jego zębów ze świstem uciekło powietrze, teraz już dyszał.
Szybko starając się znów go nie dotknąć owinęła mu biodro bandażem.
Wystrzeliła z Zemsty, choć już słychać było kroki przeszukujących las Gwardzistów. Twarz Maksa była blada i naciągnięta, nie może stracić więcej krwi. W drodze powrotnej do rezydencji wuja wiedziała, że szybko nie wrócą do szkoły. Do wiosennych ferii został tydzień, to razem trzy. Mam tylko nadzieje, że w tym czasie coś ruszy. W końcu dowiem się kim jest Maks, i dlaczego tak bardzo się mnie brzydzi.
*** Siedząc w pokoju nerwowo przejechała tatuaż gęstą maścią, nie bolał, ale miała go nawilżać, a siedząc w lesie, brudna i poraniona nie miała na to czasu. Nara na policzku nie była głęboka więc teraz pokrywały ją małe strupki, z ramieniem było gorzej, bolał jak cholera nawet przykryty bandażem. Miała opatrunki jeszcze w kilku miejscach, ale były to przeważnie małe ranki wymagające jedynie plastra. Z Maksem było gorzej, rana po kuli nie była poważna ale, niezwykle bolesna, a utrata krwi była groźna Był podłączony pod kroplówkę, jego rana wymagała szycia. Leżał na plecach nie mogąc się ruszyć, miewał gorsze rany. Wszystko działo się wtedy tak szybko, odprawił Lenę i pobiegł do walki, było mokro i ślisko, schował sie za drzewem z pistoletem w ręku, gdy pojawił się pierwszy sekciarz nie wahał się, wymierzył szybko i oddał strzał. Wróg padł martwy alarmując kompanów. Dwóch kolejnych z dzikim wrzaskiem rzuciło się w jego stronę, kobieta i mężczyna. Ją zabił od razu strzelając w brzuch, on zrobił unik i kula trafiła w nogę. Wtedy właśnie dostał w bok. Reszta potoczyła się tak szybko, że nie wiele pamiętał, wpadł we wściekłość. Leżąc w łóżku myślał o chwili kiedy zimne ręce dziewczyny musnęły jego brzuch, takie delikatne i miękkie, ich dotyk był tak przyjemny. Dopóki nie przypomniał sobie kim jest jej matka. Z czyjej krwi pochodzi, i jak bardzo to odrażające. Niemal te same ręce mordowały jego rodzinę. W głowie rozbrzmiewał mu śmiech brata, on tak głośno się śmiał. Matka potrafiła strzelić w gwint gwoździa, tak wiele ich nauczyła. Tylko że, oni nie chcieli tak żyć, planowali skończyć z tym w wieku siedemnastu lat, mieli tak wiele zdziałać. To los zdecydował za niego, nie miał wyboru. Dziewczyna będzie doskonałą przynętą.
- Minie trochę czasu zanim, rana się wygoi. Oznajmił wujek gdy znaleźliśmy się wewnątrz jego letniej posiadłości. - Dlatego mam dla Ciebie coś jeszcze, potraktuj to jak prezent. Dokończył.
Dziewczyna sztywno skinęła głową, gdy zaczął wyjmować coś z podłużnego, drewnianego opakowania, czuła jakby świat się zatrzymał, ta chwila, ten moment, stanie się w jej wspomnieniach czymś niemal świętym. Mężczyzna wyjął z pudełka łańcuszek, z grubych mocnych ogniw, przewieszoną nań zawieszką Przedstawiała ona niebieski skomplikowany wzór, z kolców i małych listków. Znak Błękitnych. Jej oczy wypełniły się łzami, gdy poczuła na szyji ciężar naszyjnika.
A więc, stało się, czekając długie i wypełnione ciężką pracą lata, stanęłam na pierwszym szczeblu drabiny prowadzącej do zemsty. Teraz pójdzie już szybko. Szybko otarła uparte łzy. " Pociesz się! Niechaj sroga nasza zemsta będzie lekarstwem na ten cios śmiertelny" Przypomniała sobie ulubiony cytat z Szekspirowskiego Makbeta.
Nagle niczym błyskawica przeszyła ją myśl, gdzie teraz jest Maks, chłopak z blizną który kilkanaście godzin temu mierzył do niej z Colta czterdziestki czwórki? Miał ją na celowniku, a jednak nie strzelił, nie padł żaden strzał. Nie nacisnął spustu, a mógł. Wszystko przemyślała, ten ruch był naprawdę ryzykowny, ona by strzeliła. I pewnie trafiła!
Nagle usłyszała dźwięk mocnych kroków na schodach, natychmiast dopadł ja ból brzucha, a przed oczy wystąpiły lekkie mroczki. Odwróciła się, chociaż już wiedziała co teraz nastąpi, błyskawicznie sięgnęła do torby przewieszonej przez ramie. Wyjeła niezastąpioną Zemstę i odbezpieczyła. W ostatnim momencie odepchnęła wuja i stanęła przed nim. Stała w lekkim rozkroku trzymając przed sobą colta. Maks nie pozostawał jej dłużny, usłyszawszy charakterystyczny dźwięk przeładowywanej broni sięgnął po swoją. Nie wymierzył, ale trzymał ją w dłoni.
- Jestem pod wrażeniem. Oświadczył obojętnym tonem marszcząc przy tym ciemne brwi.
Wujek Leny położył dłoń na pistolecie dziewczyny i wyszedł zza jej pleców.
- Witam, jednak mam wrażenie, że zaszło tutaj pewne nieporozumienie.
- Kim on jest? Krzyknęła dziewczyna przestraszona nie odkładając pistoletu.
- Może odłożymy broń i porozmawiamy jak cywilizowani ludzie? Zaproponował wujek i nie czekając na zgodę, czy aprobatę usiadł na kanapie. Maks bez strachu usiadł naprzeciwko niego, wygodnie jakby był u siebie, całkiem rozluźniony zarzucił nogi na poręcz zabytkowego fotela.
- On jest twoją obstawą Lena, mamy podejrzenia, że mogą polować na Ciebie najlepsi wśród Prawych. Wytłumaczył jej krewny, Maks natomiast prychnął lekceważąco.
- Dam sobie radę. Oświadczyła dziewczyna pewnie przygryzając wargę.
Jeśli Maks jest tym dobrym, to gotowa jestem uwierzyć, że słońce krąży wokół ziemi. Nic mnie już nie zdziwi.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś? Spytała bezpośrednio chowając broń do kabury.
Tyle strachu, tyle nieprzespanych godzin. Nie mówiąc już o zadrapaniach które oznaczały jej skórę, po ucieczce z lasu.
- Czy kiedykolwiek powiedziałem, że Ci zagrażam? Odcioł się biorą kiść winogron ze srebrnej tacy.
- Jesteś dupkiem, nie będę z tobą pracować.
- Ooo, zabolało! Droczył się cynicznie wykrzywiając wargi. Usiadł prosto i spojrzał jej głęboko w oczy- Ta decyzja nie należy od Ciebie rozpieszczona gówniaro! Uderzył dłonią w stolik. Zerwał się gwałtownie i wyszedł zostawiając ją osłupiałą.
- Za dwie godziny wracasz do szkoły, dbaj o siebie.
I tak skończył rozmowę jej wuj, ani słowa wyjaśnienia, tylko "dbaj o siebie". Skazana na towarzystwo niewygodnego ochroniarza i pozbawiona choćby jednej zaufanej osoby, bo okazuję się, że nawet krewnym nie można ufać. Świat całkiem skazany jest na zatracenie, nie ma w nim jednej szczerej osoby.
Dziewczyna spojrzała za przyciemnioną szybę mknącego w deszczu samochodu, świat toną w deszczu. Jej dusza też płakała, w oknie odbijała się twarz jadącego z nią chłopaka. Miał zamknięte oczy, choć nie spał, marszczył czoło. blizna na jego policzku tylko dodawała mu uroku, sprawiała, że wyraz twarzy stawał się bardziej zadziorny. Złapała się na tym że patrzy na jego usta, nieustannie. Nie mogła znieść spojrzenia jego oczu, były zbyt nienawistne nawet dla niej. A mało kto wie o nienawiści więcej niż Lena.
Usiadła głębiej na samochodowym siedzeniu, gdyż poczuła nagły ucisk w żołądku, zrobiło jej się niedobrze a nie miała choroby lokomocyjnej. Czuła tępy pulsujący ból głowy, który zaczynał się jakby za oczami, a kończył na potylicy. Odpięła pas i przyłożyła dłoń do czoła, krew coraz szybciej krążył jej w żyłach, pobudzony organizm domagał się ruchu. Jednak wyjście z samochodu nie wydawało się najlepszy pomysłem.
- Stój! Zawołał Maks do prowadzącej samochód kobiety.
- Jedź dalej. Krzyknęła Lena ponownie zapinajac pas i łapiąc sie uchwytu nad oknem.- Szybciej!
Maks nerwowo zerkał za siebie.
- Dwa samochody maksymalnie dziesięc osób. Orzekła szoferka i docisnęła pedał gazu.
- Mamy kuloodporne szyby? Spytał chłopak, odpowiedziała mu salwa z wrogiego pojazdu. Wszystko działo się tak szybko, hałas tłuczonego szkła i latające wszędzie odłamki. Pisk opon i krzyk przerażonej Leny. Maks natychmiast nacinał jej rękę na głowę, pilnując by trzymała ją nisko - Wysiadamy na zakręcie, nie zwalniaj! Krzyknął do kierowcy mocując się ze swoim pasem, nie podnosząc głowy naciągnął na ramie plecak i podał dziewczynie jej torbę. Zakręt zbliżał się nieubłaganie mokry od deszczu asfalt był śliski i niebezpieczniej strzały nie ustawały, nadawały nawet z większa częstotliwością Przy samym zakręcie Maks otworzył drzwi od strony Leny.
- Na trzy! Krzyknął starając się przekrzyczeć huk wystrzałów, trzymał dłoń na jej ramieniu. Wiedział, ze nie może się zawahać, jeśli dziewczyna spęka będzie po nich. Nawet teraz nie był pewny ich losu, szanse mieli małe.
- Trzy! Warknął niespodziewanie niemal rzucając nią o zimny asfalt. Ich skóra i krew nie barwiła drogi długo, deszcz zmył ich ślady już po chwili.
Szybko przeturlali się pod barierką oddzielającą szosę od stromej skarpy wiodącej prosto w las. Mokra trawa i ulewnie lejący deszcz zamazał dziewczynie obraz. Bolało całe ciało, szczególe prawy policzek i ramie, spadali turlając się po nierównej, mokrej powierzchni, gałęzie i kamienie wbijały się w skórę i niszczyły ubrania. Wpadli między drzewa oboje zsapani, zdezorientowani i pijani adrenaliną, wciąż słychać było strzały. Lena jęknęła cicho, piekło całe ciało! Maks nie dał jej jednak czasu na odpoczynek, szarpnął nią brutalnie na nogi i razem ruszyli w dal.
W biegu łapiąc za broń, należało trzymać pistolety w pogotowiu. Gniewne głosy były zbyt blisko.
- Schowaj się i dzwoń po pomoc. Rozkazał pchając ją w kierunku lasu.
- Chodź ze mną schowamy się gdzieś. Negocjowała, nie cierpi tego zadufanego w sobie głupka, ale nie pośle go na pewną śmierć. To zbyt ryzykowne.
Wiedział, że nie przekona jej słowami, była honorowa i odpowiedzialna. Szybko podciągnął nogawkę spodni, wystarczyła sekunda by odczytała znaki na jego nodze. Zrozumiała z kim ma do czynienia i zamarła w miejscu. Nocna straż!
Czyny wyprzedzały myśli, zostawiła go i ruszyła przed siebie w biegu wybierając numer telefonu.
- Jesteśmy w lesie niedaleko zakrętu na 116, w lesie, zaatakowali nas Prawi, bądź szybko! Wyłączyła się, nie przerywając biegu. Czuła na twarzy zimne, piekące uderzenia leśnych gałęzi, mokre od deszczu gąszcze, moczyły obranie. Nie czuła jednak, jeszcze zimna, oszalała ze strachu i bólu. Zauważywszy dość głęboki rów między niskimi choinkami wślizgiem dostała się do kryjówki. Ukryta niemal w całości przeładowała broń i czekała. Słyszała głosy i drżała przy każdym wystrzale.
Minuty zdawały się ciągnąć w nieskończoność, napięte mięśnie sprawiały ból. Nie wiedziała ile czasu spędziła w zaroślach, przemokło jej ubranie i poczuła chłód. Chłopak nie wracał, a ona powoli godziła się z myślą, że musi tam pójść, po niego. Nawet jeśli jako siedemnastolatek dostał się do Nocnej Straży, nawet jeśli był tak dobry jak wszystko na to wskazywało, mógł sobie nie poradzić, to nawet bardzo prawdopodobne. Z trudem zwolniła oddech, płuca zdawały się eksplodować bez odpowiedniej ilości tlenu, wytrzymywała, cienka strużka potu spływała jej po czole. Słyszała plusk buciorów zapadających się błotnistą ściółkę. Może to jednak oni przyszli po nią. I nagle jakby spłynęło na nią oświecenie, zdała sobie sprawę, że nie czuje niepokoju. Nic nie zawiązuje jej żołądka w supeł, nie sprawia, iż głowa pulsuje jej bólem. Szukał jej swój.
Wyszła z rowu, wyglądając jak chodzące nieszczęście, rana na policzku wciąż krwawiła, a krew mieszała się z błotem i świerkowymi igłami, tak samo miało się ramię. Brudne i poszarpane ubranie było do wyrzucenia Maks spojrzał na nią oniemiały, może to z wyczerpania i utraty krwi, może nie, ale pomyślał, że nigdy nie wyglądała tak pięknie. Szaro-zielone oczy były nienaturalnie duże i przestraszone, była blada, a jednak uśmiechnięta. Nie mogła wiedzieć kto jej szuka, a bez strachu ukazała się. Wiedziała, że to on, tylko jak? Zauważył to wcześniej, ale dopiero teraz był tego pewnie Dziewczyna była niezwykła. Nie była też bezbronna jak dawniej sądził. Nie mógł mu się trafić gorszy wróg.
- Dostałeś? Wydusiła z siebie blednąc jeszcze bardziej.
Chłopak pokręcił głową nie puszczając prawego boku, bluza w tym miejscu lepiła się do ciała i ociekała krwią.
- Tylko mnie drasnęła Wyjaśnił próbując zachować spokój, mogło być dużo gorzej.
Wyjął pistolet i odbezpieczył niezdarnie, a Lena stała w miejscu pewna, że do niej strzeli. Nawet nie mogła unieść Zemsty, by się bronić, oniemiała. Jednak on wycelował w powietrze i rorległ sie huk wystrzału.
Uch, sygnalizował gdzie jesteśmy.
Chłopak usiadł na ziemi ze zmęczeniem i ciężko padł na plecy, skrzywił się z bólu, lecz nie jęknął.
Podeszła ostrożnie, choć bez wahania i odsunęła jego dłonie, miał zamknięte, mocno zaciśnięte powieki i grymas bólu na twarzy.
Podwinęła bluzkę, żeby zobaczyć ranę, nie była duża, ale obficie krwawiła.
Wyjęła z małej torby dwa bandaże Jeden, nie rozwijając prosto na ranę, lekko musnęła dłonią jego nagrzaną i podrażnioną skórę
- Nie dotykaj mnie! Syknął próbując wstać.
- Daj spokój! Odpowiedział i wykorzystując jego stan naparła na niego rękoma, upadł z powrotem na leśną ściółkę. Z między jego zębów ze świstem uciekło powietrze, teraz już dyszał.
Szybko starając się znów go nie dotknąć owinęła mu biodro bandażem.
Wystrzeliła z Zemsty, choć już słychać było kroki przeszukujących las Gwardzistów. Twarz Maksa była blada i naciągnięta, nie może stracić więcej krwi. W drodze powrotnej do rezydencji wuja wiedziała, że szybko nie wrócą do szkoły. Do wiosennych ferii został tydzień, to razem trzy. Mam tylko nadzieje, że w tym czasie coś ruszy. W końcu dowiem się kim jest Maks, i dlaczego tak bardzo się mnie brzydzi.
*** Siedząc w pokoju nerwowo przejechała tatuaż gęstą maścią, nie bolał, ale miała go nawilżać, a siedząc w lesie, brudna i poraniona nie miała na to czasu. Nara na policzku nie była głęboka więc teraz pokrywały ją małe strupki, z ramieniem było gorzej, bolał jak cholera nawet przykryty bandażem. Miała opatrunki jeszcze w kilku miejscach, ale były to przeważnie małe ranki wymagające jedynie plastra. Z Maksem było gorzej, rana po kuli nie była poważna ale, niezwykle bolesna, a utrata krwi była groźna Był podłączony pod kroplówkę, jego rana wymagała szycia. Leżał na plecach nie mogąc się ruszyć, miewał gorsze rany. Wszystko działo się wtedy tak szybko, odprawił Lenę i pobiegł do walki, było mokro i ślisko, schował sie za drzewem z pistoletem w ręku, gdy pojawił się pierwszy sekciarz nie wahał się, wymierzył szybko i oddał strzał. Wróg padł martwy alarmując kompanów. Dwóch kolejnych z dzikim wrzaskiem rzuciło się w jego stronę, kobieta i mężczyna. Ją zabił od razu strzelając w brzuch, on zrobił unik i kula trafiła w nogę. Wtedy właśnie dostał w bok. Reszta potoczyła się tak szybko, że nie wiele pamiętał, wpadł we wściekłość. Leżąc w łóżku myślał o chwili kiedy zimne ręce dziewczyny musnęły jego brzuch, takie delikatne i miękkie, ich dotyk był tak przyjemny. Dopóki nie przypomniał sobie kim jest jej matka. Z czyjej krwi pochodzi, i jak bardzo to odrażające. Niemal te same ręce mordowały jego rodzinę. W głowie rozbrzmiewał mu śmiech brata, on tak głośno się śmiał. Matka potrafiła strzelić w gwint gwoździa, tak wiele ich nauczyła. Tylko że, oni nie chcieli tak żyć, planowali skończyć z tym w wieku siedemnastu lat, mieli tak wiele zdziałać. To los zdecydował za niego, nie miał wyboru. Dziewczyna będzie doskonałą przynętą.
Dziewczyna gwałtownie upadła na posłanie słysząc głos spikera z " Dziennika Informacyjnego"
- Masowe morderstwo do którego doszło wczoraj to porachunki mafii. Coraz częściej słyszymy te słowa z ust fachowców.
Na ekranie telewizora rozbłysły profesjonalnie zrobione zdjęcia: teren zabezpieczony przez policję, ślady hamowania na drodze, rozbity samochód.
Zginęła, umarła zawożąc mnie do szkoły. Przeszło jej przez myśl na widok granatowego zniszczonego samochodu. Już nic nie będzie takie jak kiedyś, rozpoczęła się gra, a ścieżki były tylko dwie. Jeśli jej się powiedzie wygra, jeśli nie da rady wszystko się skończy. Game over. I wszytko na nic.
- Mieszkańcy okolicznych miejscowości żyją w strachu. Kontynuował elegancki dziennikarz z włosami przypruszonymi siwizną i białymi, idealnymi zębami.
- A teraz wyjątkowe doniesienie ze Stanów, przedstawiamy państwu gadającego psa z Arizony!
Ekran zalał nakręcony amatorską kamerą filmik przedstawiający buczącego labradora.
Ze wściekłością wyłączyła telewizor i rzuciła pilot na sofę, na której wcześniej siedziała.
Nie zabiła ani jednego z nich, a była temu tak bliska! Spanikowała i dała się obronić chłopakowi z blizną, jedyne czego dowiodła to, że potrzebuje pomocy. Ochrony!
Zeszła do piwnic, w których mieściły się sale treningowe basen i strzelnica.
Wyjęła ze schowka jeden z coltów i wymierzyła do tarczy. Bum, bum, bum. Zapomniała założyć tłumik lub ochraniacze na uszy. Ze złością sięgnęła po słuchawki i podeszła do drugiej tarczy, oddała kilka strzałów. Bez zastanowienia wymieniła magazynek by strzelać dalej! Przyciskiem nakazała tarczy podjechać. Dwa z trzech pocisków trafiły w sam środek, trzeciego nie mogła znaleźć W pozostałych tarczach wszystkie trzy strzały trafiały w najlepsze miejsca. Wciąż nie miała dość, nałożyła szybko kolejne tarcze, stare rzuciła w kąt. Właśnie podchodziła do drugiego stanowiska gdy poczuła ucisk w żołądku Stał, jak zwykle milczący i czujny. Jego brzuch oblepiały opatrunki i bandaże trzymał się prosto, ale widziała jego ból. Marszczył brwi. Był taki irytujący! Zrzuciła słuchawki i wyszła z piwnic, lekko potrącając jego ramie.
Chłopak powoli podszedł do tarczy i wyjął tą pierwszą, dwa pociski przeszły w to samo miejsce, trudno to było zauważyć ale on wiedział jak patrzeć.
- Masowe morderstwo do którego doszło wczoraj to porachunki mafii. Coraz częściej słyszymy te słowa z ust fachowców.
Na ekranie telewizora rozbłysły profesjonalnie zrobione zdjęcia: teren zabezpieczony przez policję, ślady hamowania na drodze, rozbity samochód.
Zginęła, umarła zawożąc mnie do szkoły. Przeszło jej przez myśl na widok granatowego zniszczonego samochodu. Już nic nie będzie takie jak kiedyś, rozpoczęła się gra, a ścieżki były tylko dwie. Jeśli jej się powiedzie wygra, jeśli nie da rady wszystko się skończy. Game over. I wszytko na nic.
- Mieszkańcy okolicznych miejscowości żyją w strachu. Kontynuował elegancki dziennikarz z włosami przypruszonymi siwizną i białymi, idealnymi zębami.
- A teraz wyjątkowe doniesienie ze Stanów, przedstawiamy państwu gadającego psa z Arizony!
Ekran zalał nakręcony amatorską kamerą filmik przedstawiający buczącego labradora.
Ze wściekłością wyłączyła telewizor i rzuciła pilot na sofę, na której wcześniej siedziała.
Nie zabiła ani jednego z nich, a była temu tak bliska! Spanikowała i dała się obronić chłopakowi z blizną, jedyne czego dowiodła to, że potrzebuje pomocy. Ochrony!
Zeszła do piwnic, w których mieściły się sale treningowe basen i strzelnica.
Wyjęła ze schowka jeden z coltów i wymierzyła do tarczy. Bum, bum, bum. Zapomniała założyć tłumik lub ochraniacze na uszy. Ze złością sięgnęła po słuchawki i podeszła do drugiej tarczy, oddała kilka strzałów. Bez zastanowienia wymieniła magazynek by strzelać dalej! Przyciskiem nakazała tarczy podjechać. Dwa z trzech pocisków trafiły w sam środek, trzeciego nie mogła znaleźć W pozostałych tarczach wszystkie trzy strzały trafiały w najlepsze miejsca. Wciąż nie miała dość, nałożyła szybko kolejne tarcze, stare rzuciła w kąt. Właśnie podchodziła do drugiego stanowiska gdy poczuła ucisk w żołądku Stał, jak zwykle milczący i czujny. Jego brzuch oblepiały opatrunki i bandaże trzymał się prosto, ale widziała jego ból. Marszczył brwi. Był taki irytujący! Zrzuciła słuchawki i wyszła z piwnic, lekko potrącając jego ramie.
Chłopak powoli podszedł do tarczy i wyjął tą pierwszą, dwa pociski przeszły w to samo miejsce, trudno to było zauważyć ale on wiedział jak patrzeć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz