Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 1.


"                  
Umrę i wszystko jej oddam, bo wszystko
Oddaje śmierci, kto oddaje ducha.

                                        "
Chwila by się otrząsnąć  chwila by przypomnieć sobie że to się nie dzieje, że, to już nie wróci  Głęboki wdech. Ta myśl jest jeszcze gorsza, szybko zmieniam ją na inna. Neutralną  nie pomaga. Potrzebuje zastrzyku, mojego jedynego narkotyku. Muszę wrócić do jedynej myśli która daje mi żyć. Pomszczę ją. Będę patrzeć jak konają jej prześladowcy, czując jedynie wstręt do ich zbrodnialczych dusz. Głęboki wdech. Już dobrze, minęło  minie, zawsze mija.  
Mała tortura, codziennie. Małe cięcie na gładkim kiedyś płótnie duszy. By nie zapomnieć, moja dawka bólu, tuż przed zaśnięciem. Cierpienie jest przypomnieniem, bo zapominając zdradzam. Moja dusza nosząca ślady wielu nacięć, mały ranek jedna na jeden dzień całych czterech lat. Czy minęło już tak dużo czasu? Przecież dopiero minuta, jedna chwila gdy znów tam byłam. Zamykam oczy chcąc zasnąć, przez chwile nie myśleć, bo nie mogę działać. Jeszcze trochę  wytrzymaj. Zasypiam widząc oczyma wyobraźni strumień krwi i wyciągnięte ramiona matki, której śmierć pragnę pomścić. 
Leże, oddychając głęboko, muszę się zmusić żeby wstać. Słyszę że, pada deszcz. Szumią prysznice. Na końcu korytarza w internacie są łazienki, dzięki nie trafnemu ulokowaniu rur w kilku pokojach słychać szum wody z pryszniców. Już rano, inni uczniowie szykują się już na pierwsze poranne zajęcia. Błahe sprawy zaprzątają ich myśli, tak samo błahe jak ich cele i marzenia. Dziś nie wydarzy się już ważnego, w sumie mogłabym spędzić ten dzień w łóżku, gdyby nie rygorystyczne wymogi szkoły. Szkoły za którą płaci wujek oczekujący dobrych wyników. I nie obchodzi go jak ciężko będę pracować, i ilu zabije. Moja średnia nie może spaść poniżej czwóry. Jest moim prawnym opiekunem i płaci za tą szkołę co daje mu prawo żądania tego ode mnie. Przynajmniej w świetle kodeksu. Bo tak jak każda dobrze prosperująca organizacja mamy kodeks. Po co powstała organizacja? By zabijać! W tym tkwi paradoks bo my tak naprawdę zabijamy morderców co czyni nas mordercami. To tak naprawdę nie jest skomplikowane. Do organizacji werbują ludzi z domów dziecka, adoptują by wychować za zabójców. W wieku szesnastu lat możesz zdecydować, chcesz to ciągnąć czy wybierasz spokojne życie. Tylko jak żyć z tą wiedzą? Ze świadomością iż, mnóstwo młodych ludzi umiera co dnia. Zabijają nawet niemowlęta. Pytasz po co to okrucieństwo? To plan zrodzony w chorym umyśle, a wiesz? Wszyscy wielcy psychole w historii mieli swoich wiernych wyznawców. Nie wiem z czego to wynika. czy aż tylu sadystów i zwyrodnialców biega po tym świecie? Nazywają się Jedynymi Prawymi, mają swoją biblię i święte relikty ale, całe ich życie jest grzechem. Wierzą że, jak powiedział prorok zło czai się w niewinnych. A ich świętym obowiązkiem jest likwidacja demonów. Tacy są najgorsi, nic z nimi nie zrobisz wierzą w coś i o to walczą. A ich walki krwią znaczą historie wielu rodzin. Nazywamy się Błękitną Gwardią, gdyż nasze początki sięgają szesnastego wieku, a wówczas skrytobójców oznaczało wysokie urodzenie. Mieli oni "błękitną krew". Dziś nosimy specjalne tatuaże zazwyczaj na karku lub kostce, choć są ustępstwa, oprócz tego znaki identyfikacyjne biżuterie. Od czternastego roku życia możemy zabijać "Prawych". Jeśli w dniu siedemnastych urodzin decydujemy się zostać "Błękitnym Gwardzistą" wyrzekamy się
 normalnego życia. Nie wolno nam założyć rodziny, ani spełniać swoich planów. Służba wymaga poświęceń. Nikt nie odczuł tego mniej niż ja. Gdyby nie zabijanie sekciarzy dawno już skończyłabym tym wyblakłym światem. Nie wiem co jest po śmierci, może nic. A może istnieje piękna kraina, pełna kolorów są tam nasze najskrytsze tęsknoty. Ludzie którzy odeszli choć byli nam bliscy, czekają tam na nas, po śmierci będziemy znów razem, już na zawsze. Bo tam nie ma morderców, nie ma zbrodni i Ci których kochamy nie odchodzą  Wzięłam głęboki oddech i wstałam pewnie, mam kilkanaście minut żeby jakoś się ogarnąć. Wzięłam szybki prysznic a wilgotne włosy związałam w warkocz. Na korytarzu mijałam nic nie znaczących dla mnie ludzi. Znali mnie od lat, kiwaliśmy sobie głowami lub mamrotaliśmy nic nie zobowiązujące "cześć". Nie mogę powiedzieć bym miała przyjaciół, ale wrogów tu tez nie mam. Po co mi głupie imprezy i robienie maślanych oczu do chłopaków ze starszych klas? Nie zostanę tu więc po co mi jakiekolwiek więzi z tym światem? Wszyscy tu wiedzą że, najlepiej czuję się we własnym towarzystwie  Gdy czuję się samotna pogadam z kimś nie zobowiązując  Myślę że, niektórzy nawet mnie tu lubią, nauczyciele natomiast mnie nie znoszą. Wyjątkiem jest nasza wychowawczyni, ona usilnie próbuje zrobić ze mnie uroczą i zadowoloną nastkę. Nawet trochę mi jej żal, jestem jej zawodową porażką. Jakoś dobrnęła do dwóch ostatnich w-f'ów.
Gruba wiecznie mówiąca podniesionym głosem trenerka wyżywała się na uczniach. Właściwie jest mi obojętnie czy będziemy biegać piętnaście okrążeń sali czy dwadzieścia. Pokonam je bez trudu.
-Lena! Widzę Cię w sobotę na zawodach. Odezwała się swoim grubym głosem.
-Raczej nie. Odpowiedziała znużona, a kilka biegnących obok dziewczyn zachichotało. Do tej grubej nauczycielki nigdy nic nie dociera, ileż to razy odmawiałam?
-Jeśli zależy Ci na ocenie powinnaś brać udział w zawodach. Kontynuowała nie zrażona.
-Cztery mi wystarczy. Mówiła prawdę choć tak naprawdę chciała pięć. Jestem szybsza i zwinniejsza od reszty, spokojnie wyciągnęłabym na sześć, tylko po co? Po za tym nie mam czasu.
-Zrobisz dodatkowe pięć okrążeń.... sprintem. Zawyrokowała z władcza miną. Reszta dziewczyn zeszła z parkiety posapując i poprawiając zmierzwione kitki. Gruba Aga posłała jej współczujące spojrzenie. Wzruszyła ramionami i przebiegła dystans.
- No dalej niech rozładuje Pani swoją frustracje jeszcze pięć? Spytała patrząc na nią z politowaniem
Trenerka zrobiła się czerwona na twarzy, a dziewczyny z starszej klasy parsknęły śmiechem.
-Nie życzę sobie takich uwag na moich zajęciach. Dobierzcie drużyny, gramy w siatkówkę. Pozbierała się i wymierzyła we w Lenę gruby jak serdelek palec- Dwadzieścia brzuszków!
Ponownie westchnęła ciężko i wykonała ćwiczenia, po czym dołączyła do niezdarnie grających licealistek.
Po dzwonku wszystkie udały się do szatni mijając po drodze spoconych koszykarzy wracających z treningu z panem Boryckim.
- Idziesz na zawody w sobotę? Spytał wysoki chłopak z jej klasy.
Spojrzała na niego z pod byka, a on odpowiedział śmiechem.
-Nie kumam Cie jesteś taka dobra i nie chcesz rywalizować? Zapytał marszcząc brwi.
-Nie bawi mnie to. Miała głos pełen rezerwy.

Muszę stwarzać pozory normalności, tak jest napisane w kodeksie. Tylko nie wiem po co? Jeśli ktoś uzna mnie za dziwną od razu domyśli się że, nocami wychodzę na krwawe polowania? Nie sądzę  oni widzą tylko nastolatkę z problemami. Może potrzebny jej psycholog? To przez ten trudny okres, wszystko się unormuje. Gdyby wiedzieli nie byliby tak przyjaźni. Baliby się, to jasne. Ciemny pokój w internacie od czterech lat był mi domem, ale staram się tak o nim nie myśleć, nie potrzebuje więzów tu na ziemi, bez nich łatwiej będzie mi odejść. Nauczyła się żyć z zastrzykiem adrenaliny, bez niego jest jej ciężko, miną już tydzień odkąd ostatni raz "polowała", zaczynała się nudzić. Zadania z matematyki nie polepszają tego stanu. Matma od zawszę była jej piętą achillesową, z niemal wszystkich przedmiotów z większym lub mniejszym wysiłkiem zdobywała cztery. Z matematyki mogła liczyć najwyżej na mocną trójkę. Jeśli nie zdobędę dobrego z matematyki albo piątki z w-f'u mogę pożegnać się z tą szkołą. Wówczas skazana będę na mieszkanie z wujem w stolicy i uczęszczanie do nowej-publicznej szkoły. Oto czego za wszelką cenę pragnę uniknąć. Jej rozmyślania przerwał wibrujący ton telefonu leżącego na parapecie. Odebrała szybko bez zastanowienia, tylko jedna osoba miała ten numer.
-Cześć Wujek, masz coś dla mnie? Spytała wesołym tonem. To był ich dawno ustalony szyfr w razie gdyby ktoś słuchał ich rozmowy.
- Za dwa tygodnie masz urodziny, przyjedziesz do mnie i razem będziemy świętować. Pieniądze już wysłałem na konto. Oznajmił głos w komórce bez cienia fałszu.
-Okej, już nie mogę się doczekać.
Od dawna czekała na ten telefon, oznaczał że, z dniem jej siedemnastu urodzin otrzyma nowy tatuaż  a co za tym idzie odważniejsze zadania. Będzie bliżej otrzymania odpowiedzi na dręczące ją pytania. Dopiero po ukończeniu najważniejszego zadania z rekruta stajesz się Gwardzistą, a  stamtąd prosta droga do Nocnej Straży. Tu zwykle kończy się kariera Gwardzistów, Ci najlepsi dostają się do elity wśród Błękitnych, do słynnych Zwiastunów Śmierci. Jest jeszcze Rada ale, dostanie się do niej graniczy z niemożliwym. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz