Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 6 maja 2013

Zapowiedź rozdziału 6


Bolało, tak bardzo bolało. Płytki wdech. Gorące łzy na policzkach. Wdech. Metaliczny smak w ustach. Wydech. Igły i kwas. Wdech. Lekkie dyszenie. 
Szloch. Ból, straszny ból. Spokój i cicho. Bezdech i huczy cisza, boleśnie paląc świadomością, że to koniec, bo nigdy jeszcze tak nie bolało. Zabiłam go, jestem winna jego śmierci.

Rozdział 5


"
Ona zawstydza świec jarzących blaski
                                                                 "
Bolało, na początku było nawet łagodnie, ale w końcu ból stał się naprawdę dokuczliwy. I było jednocześnie tak.... niesamowicie. Czując ten specyficzny piekący ból, chciałam jednocześnie żeby to się w końcu skończyło, i wiedziałam, byłam pewna, będę z niecierpliwością czekała kolejnej sesji. To pierwsza pieczątka na mojej duszy, na zawsze. Teraz już nie ma odwrotu, stało się zostałam napiętnowana, na własne życzenie. Choć tak naprawdę nigdy nie miałam wyboru, urodziłam się, i żyłam w złym czasie, w złym miejscu. Ciesze się, że teraz mam namacalny, błękitny dowód, rany mojej duszy choć odrobinę przyozdobiły ciało. Teraz byłam już inna. Stałam się Błękitną Gwardzistką  Jestem pewna, że mama byłaby ze mnie dumna. Wybrałam kark.
- Minie trochę czasu zanim, rana się wygoi. Oznajmił wujek gdy znaleźliśmy się wewnątrz jego letniej posiadłości. - Dlatego mam dla Ciebie coś jeszcze, potraktuj to jak prezent. Dokończył. 
Dziewczyna sztywno skinęła głową, gdy zaczął wyjmować coś z podłużnego, drewnianego opakowania, czuła jakby świat się zatrzymał, ta chwila, ten moment, stanie się w jej wspomnieniach czymś niemal świętym. Mężczyzna wyjął z pudełka łańcuszek, z grubych mocnych ogniw, przewieszoną nań zawieszką  Przedstawiała ona niebieski skomplikowany wzór, z kolców i małych listków. Znak Błękitnych. Jej oczy wypełniły się łzami, gdy poczuła na szyji ciężar naszyjnika.
A więc, stało się, czekając długie i wypełnione ciężką pracą lata, stanęłam na pierwszym szczeblu drabiny prowadzącej do zemsty. Teraz pójdzie już szybko. Szybko otarła uparte łzy. " Pociesz się! Niechaj sroga nasza zemsta będzie lekarstwem na ten cios śmiertelny" Przypomniała sobie ulubiony cytat z Szekspirowskiego Makbeta. 
Nagle niczym błyskawica przeszyła ją myśl, gdzie teraz jest Maks, chłopak z blizną który kilkanaście godzin temu mierzył do niej z Colta czterdziestki czwórki? Miał ją na celowniku, a jednak nie strzelił, nie padł żaden strzał. Nie nacisnął spustu, a mógł. Wszystko przemyślała, ten ruch był naprawdę ryzykowny, ona by strzeliła. I pewnie trafiła!
Nagle usłyszała dźwięk mocnych kroków na schodach, natychmiast dopadł ja ból brzucha, a przed oczy wystąpiły lekkie mroczki. Odwróciła się, chociaż już wiedziała co teraz nastąpi, błyskawicznie sięgnęła do torby przewieszonej przez ramie. Wyjeła niezastąpioną Zemstę i odbezpieczyła. W ostatnim momencie odepchnęła wuja i stanęła przed nim. Stała w lekkim rozkroku trzymając przed sobą colta. Maks nie pozostawał jej dłużny, usłyszawszy charakterystyczny dźwięk przeładowywanej broni sięgnął po swoją. Nie wymierzył, ale trzymał ją w dłoni. 
- Jestem pod wrażeniem. Oświadczył obojętnym tonem marszcząc przy tym ciemne brwi. 
Wujek Leny położył dłoń na pistolecie dziewczyny i wyszedł zza jej pleców.
- Witam, jednak mam wrażenie, że zaszło tutaj pewne nieporozumienie. 
- Kim on jest? Krzyknęła dziewczyna przestraszona nie odkładając pistoletu.
- Może odłożymy broń i porozmawiamy jak cywilizowani ludzie? Zaproponował wujek i nie czekając na zgodę, czy aprobatę usiadł na kanapie. Maks bez strachu usiadł naprzeciwko niego, wygodnie jakby był u siebie, całkiem rozluźniony zarzucił nogi na poręcz zabytkowego fotela. 
- On jest twoją obstawą Lena, mamy podejrzenia, że mogą polować na Ciebie najlepsi wśród Prawych. Wytłumaczył jej krewny, Maks natomiast prychnął lekceważąco.
- Dam sobie radę. Oświadczyła dziewczyna pewnie przygryzając wargę.
Jeśli Maks jest tym dobrym, to gotowa jestem uwierzyć, że słońce krąży wokół ziemi. Nic mnie już nie zdziwi.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś? Spytała bezpośrednio chowając broń do kabury. 
Tyle strachu, tyle nieprzespanych godzin. Nie mówiąc już o zadrapaniach które oznaczały jej skórę, po ucieczce z lasu. 
- Czy kiedykolwiek powiedziałem, że Ci zagrażam? Odcioł się biorą kiść winogron ze srebrnej tacy.
- Jesteś dupkiem, nie będę z tobą pracować.
- Ooo, zabolało! Droczył się cynicznie wykrzywiając wargi. Usiadł prosto i spojrzał jej głęboko w oczy- Ta decyzja nie należy od Ciebie rozpieszczona gówniaro! Uderzył dłonią w stolik. Zerwał się gwałtownie i wyszedł zostawiając ją osłupiałą. 
- Za dwie godziny wracasz do szkoły, dbaj o siebie. 
I tak skończył rozmowę jej wuj, ani słowa wyjaśnienia, tylko "dbaj o siebie". Skazana na towarzystwo niewygodnego ochroniarza i pozbawiona choćby jednej zaufanej osoby, bo okazuję się, że nawet krewnym nie można ufać. Świat całkiem skazany jest na zatracenie, nie ma w nim jednej szczerej osoby.
Dziewczyna spojrzała za przyciemnioną szybę mknącego w deszczu samochodu, świat toną w deszczu. Jej dusza też płakała, w oknie odbijała się twarz jadącego z nią chłopaka. Miał zamknięte oczy, choć nie spał, marszczył czoło. blizna na jego policzku tylko dodawała mu uroku, sprawiała, że wyraz twarzy stawał się bardziej zadziorny. Złapała się na tym że patrzy na jego usta, nieustannie. Nie mogła znieść spojrzenia jego oczu, były zbyt nienawistne nawet dla niej. A mało kto wie o nienawiści więcej niż Lena. 
Usiadła głębiej na samochodowym siedzeniu, gdyż poczuła nagły ucisk w żołądku, zrobiło jej się niedobrze a nie miała choroby lokomocyjnej. Czuła tępy pulsujący ból głowy, który zaczynał się jakby za oczami, a kończył na potylicy. Odpięła pas i przyłożyła dłoń do czoła, krew coraz szybciej krążył jej w żyłach, pobudzony organizm domagał się ruchu. Jednak wyjście z samochodu nie wydawało się najlepszy pomysłem. 
- Stój! Zawołał Maks do prowadzącej samochód kobiety. 
- Jedź dalej. Krzyknęła Lena ponownie zapinajac pas i łapiąc sie uchwytu nad oknem.- Szybciej! 
Maks nerwowo zerkał za siebie. 
- Dwa samochody maksymalnie dziesięc osób. Orzekła szoferka i docisnęła pedał gazu. 
- Mamy kuloodporne szyby? Spytał chłopak, odpowiedziała mu salwa z wrogiego pojazdu. Wszystko działo się tak szybko, hałas tłuczonego szkła i latające wszędzie odłamki. Pisk opon i krzyk przerażonej Leny. Maks natychmiast nacinał jej rękę na głowę, pilnując by trzymała ją nisko - Wysiadamy na zakręcie, nie zwalniaj! Krzyknął do kierowcy mocując się ze swoim pasem, nie podnosząc głowy naciągnął na ramie plecak i podał dziewczynie jej torbę. Zakręt zbliżał się nieubłaganie  mokry od deszczu asfalt był śliski i niebezpieczniej  strzały nie ustawały, nadawały nawet z większa częstotliwością  Przy samym zakręcie Maks otworzył drzwi od strony Leny.
- Na trzy! Krzyknął starając się przekrzyczeć huk wystrzałów, trzymał dłoń na jej ramieniu. Wiedział, ze nie może się zawahać, jeśli dziewczyna spęka będzie po nich. Nawet teraz nie był pewny ich losu, szanse mieli małe. 
- Trzy! Warknął niespodziewanie niemal rzucając nią o zimny asfalt. Ich skóra i krew nie barwiła drogi długo, deszcz zmył ich ślady już po chwili. 
Szybko przeturlali się pod barierką oddzielającą szosę od stromej skarpy wiodącej prosto w las. Mokra trawa i ulewnie lejący deszcz zamazał dziewczynie obraz. Bolało całe ciało, szczególe prawy policzek i ramie, spadali turlając się po nierównej, mokrej powierzchni, gałęzie i kamienie wbijały się w skórę i niszczyły ubrania. Wpadli między drzewa oboje zsapani, zdezorientowani i pijani adrenaliną, wciąż słychać było strzały. Lena jęknęła cicho, piekło całe ciało! Maks nie dał jej jednak czasu na odpoczynek, szarpnął nią brutalnie na nogi i razem ruszyli w dal. 
W biegu łapiąc za broń, należało trzymać pistolety w pogotowiu. Gniewne głosy były zbyt blisko. 
- Schowaj się i dzwoń po pomoc. Rozkazał pchając ją w kierunku lasu.
- Chodź ze mną schowamy się gdzieś. Negocjowała, nie cierpi tego zadufanego w sobie głupka, ale nie pośle go na pewną śmierć. To zbyt ryzykowne.
Wiedział, że nie przekona jej słowami, była honorowa i odpowiedzialna. Szybko podciągnął nogawkę spodni, wystarczyła sekunda by odczytała znaki na jego nodze. Zrozumiała z kim ma do czynienia i zamarła w miejscu. Nocna straż! 
Czyny wyprzedzały myśli, zostawiła go i ruszyła przed siebie w biegu wybierając numer telefonu.
- Jesteśmy w lesie niedaleko zakrętu na 116, w lesie, zaatakowali nas Prawi, bądź szybko! Wyłączyła się, nie przerywając biegu. Czuła na twarzy zimne, piekące uderzenia leśnych gałęzi, mokre od deszczu gąszcze, moczyły obranie. Nie czuła jednak, jeszcze zimna, oszalała ze strachu i bólu. Zauważywszy  dość głęboki rów między niskimi choinkami  wślizgiem dostała się do kryjówki. Ukryta niemal w całości przeładowała broń i czekała. Słyszała głosy i drżała przy każdym wystrzale. 
Minuty zdawały się ciągnąć w nieskończoność, napięte mięśnie sprawiały ból. Nie wiedziała ile czasu spędziła w zaroślach, przemokło jej ubranie i poczuła chłód. Chłopak nie wracał, a ona powoli godziła się z myślą, że musi tam pójść, po niego. Nawet jeśli jako siedemnastolatek dostał się do Nocnej Straży, nawet jeśli był tak dobry jak wszystko na to wskazywało, mógł sobie nie poradzić, to nawet bardzo prawdopodobne. Z trudem zwolniła oddech, płuca zdawały się eksplodować bez odpowiedniej ilości tlenu, wytrzymywała, cienka strużka potu spływała jej po czole. Słyszała plusk buciorów zapadających się błotnistą ściółkę. Może to jednak oni przyszli po nią. I nagle jakby spłynęło na nią oświecenie, zdała sobie sprawę, że nie czuje niepokoju. Nic nie zawiązuje jej żołądka w supeł, nie sprawia, iż głowa pulsuje jej bólem. Szukał jej swój. 
Wyszła z rowu, wyglądając jak chodzące nieszczęście, rana na policzku wciąż krwawiła, a krew mieszała się z błotem i świerkowymi igłami, tak samo miało się ramię. Brudne i poszarpane ubranie było do wyrzucenia  Maks spojrzał na nią oniemiały, może to z wyczerpania i utraty krwi, może nie, ale pomyślał, że nigdy nie wyglądała tak pięknie. Szaro-zielone oczy były nienaturalnie duże i przestraszone, była blada, a jednak uśmiechnięta. Nie mogła wiedzieć kto jej szuka, a bez strachu ukazała się. Wiedziała, że to on, tylko jak? Zauważył to wcześniej, ale dopiero teraz był tego pewnie  Dziewczyna była niezwykła. Nie była też bezbronna jak dawniej sądził. Nie mógł mu się trafić gorszy wróg. 
- Dostałeś? Wydusiła z siebie blednąc jeszcze bardziej.
Chłopak pokręcił głową nie puszczając prawego boku, bluza w tym miejscu lepiła się do ciała i ociekała krwią. 
- Tylko mnie drasnęła  Wyjaśnił próbując zachować spokój, mogło być dużo gorzej.
Wyjął pistolet i odbezpieczył niezdarnie, a Lena stała w miejscu pewna, że do niej strzeli. Nawet nie mogła unieść Zemsty, by się bronić, oniemiała. Jednak on wycelował w powietrze i rorległ sie huk wystrzału. 
Uch, sygnalizował gdzie jesteśmy.
Chłopak usiadł na ziemi ze zmęczeniem i ciężko padł na plecy, skrzywił się z bólu, lecz nie jęknął. 
Podeszła ostrożnie, choć bez wahania i odsunęła jego dłonie, miał zamknięte, mocno zaciśnięte powieki i grymas bólu na twarzy.
Podwinęła bluzkę, żeby zobaczyć ranę, nie była duża, ale obficie krwawiła.
Wyjęła z małej torby dwa bandaże  Jeden, nie rozwijając prosto na ranę, lekko musnęła dłonią jego nagrzaną i podrażnioną skórę
- Nie dotykaj mnie! Syknął próbując wstać. 
- Daj spokój! Odpowiedział i wykorzystując jego stan naparła na niego rękoma, upadł z powrotem na leśną ściółkę. Z między jego zębów ze świstem uciekło powietrze, teraz już dyszał. 
Szybko starając się znów go nie dotknąć owinęła mu biodro bandażem. 
Wystrzeliła z Zemsty, choć już słychać było kroki przeszukujących las Gwardzistów. Twarz Maksa była blada i naciągnięta, nie może stracić więcej krwi. W drodze powrotnej do rezydencji wuja wiedziała, że szybko nie wrócą do szkoły. Do wiosennych ferii został tydzień, to razem trzy. Mam tylko nadzieje, że w tym czasie coś ruszy. W końcu dowiem się kim jest Maks, i dlaczego tak bardzo się mnie brzydzi.
*** Siedząc w pokoju nerwowo przejechała tatuaż gęstą maścią, nie bolał, ale miała go nawilżać, a siedząc w lesie, brudna i poraniona nie miała na to czasu. Nara na policzku nie była głęboka  więc teraz pokrywały ją małe strupki, z ramieniem było gorzej, bolał jak cholera nawet przykryty bandażem. Miała opatrunki jeszcze w kilku miejscach, ale były to przeważnie małe ranki wymagające jedynie plastra. Z Maksem było gorzej, rana po kuli nie była poważna ale, niezwykle bolesna, a utrata krwi była groźna  Był podłączony pod kroplówkę, jego rana wymagała szycia. Leżał na plecach nie mogąc się ruszyć, miewał gorsze rany. Wszystko działo się wtedy tak szybko, odprawił Lenę i pobiegł do walki, było mokro i ślisko, schował sie za drzewem z pistoletem w ręku, gdy pojawił się pierwszy sekciarz nie wahał się, wymierzył szybko i oddał strzał. Wróg padł martwy alarmując kompanów. Dwóch kolejnych z dzikim wrzaskiem rzuciło się w jego stronę, kobieta i mężczyna. Ją zabił od razu strzelając w brzuch, on zrobił unik i kula trafiła w nogę. Wtedy właśnie dostał w bok. Reszta potoczyła się tak szybko, że nie wiele pamiętał, wpadł we wściekłość. Leżąc w łóżku myślał o chwili kiedy zimne ręce dziewczyny musnęły jego brzuch, takie delikatne i miękkie, ich dotyk był tak przyjemny. Dopóki nie przypomniał sobie kim jest jej matka. Z czyjej krwi pochodzi, i jak bardzo to odrażające. Niemal te same ręce mordowały jego rodzinę. W głowie rozbrzmiewał mu śmiech brata, on tak głośno się śmiał. Matka potrafiła strzelić w gwint gwoździa, tak wiele ich nauczyła. Tylko że, oni nie chcieli tak żyć, planowali skończyć z tym w wieku siedemnastu lat, mieli tak wiele zdziałać. To los zdecydował za niego, nie miał wyboru. Dziewczyna będzie doskonałą przynętą. 
Dziewczyna gwałtownie upadła na posłanie słysząc głos spikera z " Dziennika Informacyjnego"
- Masowe morderstwo do którego doszło wczoraj to porachunki mafii. Coraz częściej słyszymy te słowa z ust fachowców. 
Na ekranie telewizora rozbłysły profesjonalnie zrobione zdjęcia: teren zabezpieczony przez policję, ślady hamowania na drodze, rozbity samochód. 
Zginęła, umarła zawożąc mnie do szkoły. Przeszło jej przez myśl na widok granatowego zniszczonego samochodu. Już nic nie będzie takie jak kiedyś, rozpoczęła się gra, a ścieżki były tylko dwie. Jeśli jej się powiedzie wygra, jeśli nie da rady wszystko się skończy. Game over. I wszytko na nic. 
- Mieszkańcy okolicznych miejscowości żyją w strachu. Kontynuował elegancki dziennikarz z włosami przypruszonymi siwizną i białymi, idealnymi zębami. 
- A teraz wyjątkowe doniesienie ze Stanów, przedstawiamy państwu gadającego psa z Arizony!
Ekran zalał nakręcony amatorską kamerą filmik przedstawiający buczącego labradora. 
Ze wściekłością wyłączyła telewizor i rzuciła pilot na sofę, na której wcześniej siedziała. 
Nie zabiła ani jednego z nich, a była temu tak bliska! Spanikowała i dała się obronić chłopakowi z blizną, jedyne czego dowiodła to, że potrzebuje pomocy. Ochrony! 
Zeszła do piwnic, w których mieściły się sale treningowe  basen i strzelnica.
Wyjęła ze schowka jeden z coltów i wymierzyła do tarczy. Bum, bum, bum. Zapomniała założyć tłumik lub ochraniacze na uszy. Ze złością sięgnęła po słuchawki i podeszła do drugiej tarczy, oddała kilka strzałów. Bez zastanowienia wymieniła magazynek by strzelać dalej! Przyciskiem nakazała tarczy podjechać. Dwa z trzech pocisków trafiły w sam środek, trzeciego nie mogła znaleźć  W pozostałych tarczach wszystkie trzy strzały trafiały w najlepsze miejsca. Wciąż nie miała dość, nałożyła szybko kolejne tarcze, stare rzuciła w kąt. Właśnie podchodziła do drugiego stanowiska gdy poczuła ucisk w żołądku  Stał, jak zwykle milczący i czujny. Jego brzuch oblepiały opatrunki i bandaże  trzymał się prosto, ale widziała jego ból. Marszczył brwi. Był taki irytujący! Zrzuciła słuchawki i wyszła z piwnic, lekko potrącając jego ramie.
Chłopak powoli podszedł do tarczy i wyjął tą pierwszą, dwa pociski przeszły w to samo miejsce, trudno to było zauważyć  ale on wiedział jak patrzeć.



niedziela, 5 maja 2013

Zapowiedź rozdziału 5

Nagle niczym błyskawica przeszyła ją myśl, gdzie teraz jest Maks, chłopak z blizną który kilkanaście godzin temu mierzył do niej z Colta czterdziestki czwórki?Miał ją na celowniku, a jednak nie strzelił, nie padł żaden strzał. Nie nacisnął spustu, a mógł.

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 4


"
     Wyzywasz mą wściekłość, broń się zatem.
                                         "
Nadszedł dzień wypełniony strachem i nerwowym oczekiwaniem. Nie wykluczone, że to jej ostatni dzień w tej szkole. Dostanie tatuaż i uwolni się od chłopaka z blizną. Wybrała już miejsce. Już za kilkanaście godzin, na jej nadgarstku znajdzie się misternie zdobiony błękitny wzór, oznaka jej przynależności do elitarnego grona Gwardzistów. Była już gotowa. 

Obejrzała się za siebie czując nagle czyjś palący wzrok. Był tam, stał z rękoma w kieszeniach i z obojętną miną, popijał mętny płyn z plastikowej butelki po wodzie mineralne. Hol na ostatnim piętrze był niemal pusty. Zaledwie kilkoro licealistów rozmawiało z w luźnej grupie. Stanęła przodem do chłopaka, czekając. Ostatnie dni były męczarnią. Chłopak z blizną wciąż czaił się gdzieś w pobliżu, niebezpieczny i milczący. Tylko stał i patrzył. „Znam twoją tajemnicę” mówiły jego oczy. 
Telefon zabrzęczał jej w kieszeni skutecznie rozpraszając uwagę. 
-     Jesteś już gotowa Leno? Spytał zawsze zmęczony głos w słuchawce.
–    Jasne, już i tak długo czekałam. Odpowiedziała luźno, starając się by jej głos brzmiał spokojnie i naturalnie. 
–    Dobrze, widzimy się wieczorem. 
–    Nie, czekaj! Niemal krzyknęła w słuchawkę, ale było już za późno. 
Cholera, szlag by to! Miałam mu powiedzieć! Wściekała się wchodząc do sali od etyki. Na te zajęcia chodziło niewielu uczniów, dlatego łączono wszystkie klasy licealne. 
Pani Cielecka uniosła brwi na widok Leny.
-    Och Lenko, Lenko na moje lekcje się nie spóźniamy. Oświadczyła dobrze wszystkim znanym protekcjonalnym tonem. - Zapraszam Cię na miejsce w pierwszej ławce.
Lena posłusznie udałą się na miejsce, czując rosnące rozdrażnienie. Chłopka z blizną siedział w ostatniej, w tym samym rzędzie. Obserwacja go będzie niemożliwa. 
-   Dziś, na naszych zajęciach poruszymy problem agresji. Zapowiedział pedagog zamaszyście kreśląc litery na białej tablicy. 
Po sali przeszedł szum niezadowolonych pomruków. Nuuda -zdawały się trzeszczeć nawet krzesła. 
-   Co to jest A.G.R.E.S.J.A ? Spytała klasę, patrząc wyczekująco. - Może Lena?
Dziewczyna była tak zestresowana, że nie zdążyła nawet odpyskować, lub westchnąć. 
-   Agresja to nieuzasadniona przemoc. Odpowiedziała szybko, bez zastanowienia.
-   Właściwe jest to działanie mające na celu spowodowanie krzywdy psychicznej, lub fizycznej. Ale twoja odpowiedź jest bardzo ciekawa.
-   Pewnie nasz nowy kolega doskonale wie co to agresja, Zaśmiał się ktoś z tyłu klasy, wszyscy jak na polecenie wybuchnęli śmiechem. 
-   Skąd to przypuszczenie? Zapytała nauczycielka szczerząc zęby. --Te blizny to był wypadek prawda Maks? Zapytała z poważną miną.
– Oczywiście, zaciąłem się przy goleniu. Odparł prześladowca Leny z lekkim uśmiechem. Klasa ponownie wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. 
–   To czym ty się golisz, piłą mechaniczną? Mruknęła Lena kładąc głowę na dłoni, miarkując rozluźnienie. 
Nauczycielka uciszyła klasę i zapytała o rozładowywanie agresji. Reszta lekcji przebiegła wzorowo. Po dzwonku Lena zgarnęła cienki zeszyt do torby przewieszonej na ramieniu, powoli jakby ociągając się. 
-   Leno, wydaje mi się, że musimy porozmawiać o twoim zachowaniu na lekcjach religii.
–  Skąd, nie chodzę na lekcje religii. Odparła zerkając czy chłopka z blizną wyszedł już z sali.
–   Przeniosłaś się nie dawno, ale to nic Lenko. Mam nadzieje że, poznamy się bliżej na moich zajęciach. Uśmiechnęła się ciepło i wróciła do porządkowania papierów na biurku. 
Nie obchodzi mnie czy zabije mnie ten Błękitny, dłużej nie dam rady z tą babą. Pomyślała dziewczyna i energicznie wyszła z sali. 
Stał jak zwykle, kilka metrów od niej, niby obojętny, ale czujny. Trochę bliżej Leny stał Kris. Wciąż zerkał za siebie, miał kwaśną minę.
-   Cześć! Co etyka lepsza od religii? Spytał przyjaźnie, ale wciąż był jakby skrępowany. Miał na sobie wyprasowany podkoszulek z logo gry video. Przeciągnął się. Gdy się na niego patrzyło, nie opuszczało wrażenie, że jego kończyny są wręcz wyciągnięte. Lekko się garbił lecz i tak wyróżniał wzrostem. 
-    No wiesz, nikt jeszcze nie wyrzucił mnie z sali. Odparła krzywiąc się lekko.
–   Jesteś wcieleniem szatana. Odpowiedział brunet miarkując poważny ton. - Sam nie wiem czemu się z tobą zadaję. Dokończył i wyszczerzył do niej równe zęby.
Sama nie wiem
Ruszyli razem w stronę stołówki, zwykle siadała sama. Tak było dużo lepiej. Jednak teraz kręcił się obok niej Kris. 
Chłopak odwrócił się zawołany przez jednego ze swoich licznych przyjaciół. Gdy chciał wrócić do Leny odkrył że, siedzi w kącie sali, samotnie, w jednej ręce trzymała książkę, w drugiej widelec. Nie było sensu teraz jej przeszkadzać. Znów była dla niego nieobecna, ten krótki moment kontaktu to i tak wiele. Coraz częściej rozmawia, utrzymuje kontakt, istnieje razem z nami. To duży krok. Pomyślał licealista i skierował swe kroki do jednego z prawie pełnych stolików. 
* * *
Siedziała w pokoju pakując broń do torby podróżnej. Zemsta lśniła, wyczyszczona i wypolerowana. 
Polerowanie broni, ma chyba właściwości terapeutyczne. 
Włożyła portfel do kieszeni spodni i narzuciła bluzę z kapturem. Działała metodycznie starając się nie myśleć o niczym ważnym. 
Jest tak spokojnie.
Puk, Puk, Puk. 
Cały spokój poszedł w cholerę. Przeładowała broń i schowała za plecami. Już późno nikt nie powinien tu być. 
-   Kto tam? Spytała spiętym głosem. Niech szlak weźmie drzwi bez wizjerów!
Usłyszała skrzypnięcie klamki i drzwi lekko uderzające w zamek. 
–   Kto tam? Zapytała głośniej. Serce dudniło jej w piersi, ale zmusiła się by oddychać spokojnie. Potrzebowała maksymalnej koncentracji. 
– To ja Kris. Usłyszała przytłumiony dzięki drzwiom głos kolegi z klasy. 
Schowała broń do torby i przykryła kołdrą. Szybkim ruchem przekręciła klucz w drzwiach otwierając je na oścież. 
-   Cholera Człowieku, nie mogłeś powiedzieć za pierwszym razem? Wycedziła gniewnie, mierząc go surowym wzrokiem.
-   E sorry. Jest piątek, wszyscy idziemy na piwo, idziesz? Zapytał lekko speszony opierając się o framugę.
–  Nie, idę spać. Odpowiedziała szybko.
–   Serio, bo wiesz nie wyglądasz? Stwierdził z zakłopotaną miną mierząc wzrokiem jej sportowe buty i bluzę. 
–    Nie ważne, nigdzie nie idę. 
–    Mogłabyś chociaż raz wybrać się gdzieś z nami, nie gryziemy wiesz? Nadal negocjował, choć przeczuwał klęskę.
-     Powiedziałam nie. Jej głos mógłby skruszyć lód. 
Koszykarz uniósł ręce w obronnym geście. 
-     Jak chcesz Lena. Rzucił tylko i zniknął
Odwróciła się i odetchnęła z ulgą. Kris zaczynał robić się problemem, lubiła go ale bywał upierdliwy. 
-     Wolno podeszła do okna, znów padało. Ciemne chmury zasnuły niebo i nie widać było gwiazd ani księżyca. Bardzo lubiła takie noce. Oparła dłonie o parapet i zauważyła, że są mokre. Czyżby koszykarz tak bardzo ją zdenerwował?
Usłyszała skrzypnięcie klamki. 
- Cholera Kris, nie wyraziłam się jasno. Zawołała i odwróciła się gwałtownie. 
Stał w drzwiach z lekko drwiącym uśmiechem na twarzy. 
-   Nie zamykasz drzwi? Spytał retorycznie krzywiąc się teatralnie. - Duży błąd! Oparł się plecami o ścianę.
-   Nie pukasz? Duży błąd. Wycedziła zaciskając dłonie w pięści. TO dlatego się pociła, zagrożenie było w pobliżu.
-   Słyszałem, że masz potencjał, ale to chyba duża przesada. Stwierdził lekko przekrzywiając głowę.
Złapała się na tym, że mimo strachu zamiast w oczy patrzyła mu na usta, szybko skupiła wzrok.
-   Nie jestem Ci winna. Ten chłopak nie musiał umierać. 
Spojrzał w bok i przez moment myślała, że wyjdzie z pokoju trzaskając drzwiami. Opanował się jednak.
-   Z mojej perspektywy wyglądało to trochę inaczej. 
-    Następnym razem po prostu się NIE MIESZAJ! Warknęła mocniej zaciskając pięści.-   Zabijałam już Maks, poradziłabym sobie. 
-   Jak uroczo, pamiętasz moje imię. 
Nagle poczuła słaby ucisk w żołądku. 
-   Ktoś tu idzie. Oświadczyła z pewnością. zerkając w stronę drzwi.
Chłopak uniósł wymownie brew.
-  Tani chwyt. 
Nagle drzwi otworzyły się, stał w nich lekko oszołomiony Kris. 
-  Lena chciałem Cię przeprosić... Zamarł patrząc na chłopaka z blizną, po czym zrobił się czerwony jak burak. Wymamrotał coś gniewnie i wyszedł z pokoju mocno tupiąc trampkami w kafelki.
Maks spojrzał na dziewczynę marszcząc czoło i poszedł śladem koszykarza. Nie czekając ani chwili dłużej Lena spakowała colta w kaburze do torby i oknem opuściła budynek, jeszcze kilka godzin i będzie o krok bliżej do pomszczenia matki. O krok bliżej do wypełnienia życiowej misji. Obowiązku. 
Wybacz mi mamo, będziesz musiała jeszcze chwile poczekać. Pomyślała idąc ciemną i brudną, brukowaną uliczką.
***
Wysiadła na przystanku przy szosie. Letnia rezydencja jej wujka znajdowała się kilka kilometrów dalej, na obrzeżach lasu. Gdyby nie wysokie kolumny i pokaźny rozmiar rezydencji można by pomylić ją z leśniczówką. Na przystanku stało granatowe i brudne volvo. Otworzyła drzwiczki z tyłu i wrzuciła torbę na siedzenia.
-   Spotkamy się na miejscu. Zwróciła się do prowadzącej wóz kobiety i trzasnęła drzwiami. 
Szybko rozgrzała mięśnie patrząc za odjeżdżającym samochodem. Wolna i w końcu zrelaksowana ruszyła biegiem przez ledwie widoczną polną drogę. Biegła a mięśnie strzykały jej radośnie przy każdym ruchu. Bieg jest taki oczyszczający  może razem z potem z ciała wypływa stres, napięcie. Osobiście wole ból mięśni niż serca. Świat jest stworzony do biegania. Kiedy biegnę ziemia tak szybko ucieka z pod moich stóp-latam. Kilkanaście centymetrów nad ziemią. Zło zakorzenione jest w glebie. Wdychamy je razem z tlenem i azotem, oddychamy cierpieniem. Z cierpienia bierze się zło, ze zła cierpienie. To co nas boli nigdy nie znika, zawsze jakaś część tego bólu zostaje z nami. Jedynym lekarstwem jest zemsta, nie sprawi ona, że ból zniknie, nie zapomnę o nim. To całkiem nielogiczne, ale zemsta daje cel. W życiu człowieka ważny jest cel, tylko on jest naprawdę ważny. Nic innego nie ma istotnego znaczenia. Jest dążenie i jest droga. Nie ma nic innego  wszystko jest iluzją. Ludzie bez celu szarzeją, są jak nie ważne wyblakłe szmaty. Ludzie z celem są wyraziści tylko oni maja znaczenia. Najbardziej głupi są ci którzy za cel obstawiają sobie szczęście, błagam.
Późno zdała sobie sprawę, że nie biegnie sama, jak zwykle coś wewnętrznie
powiedziało jej- odwróć się  Ciepło rozlewało się po jej ciele. Zwiększyła tempo,
jeszcze tylko jakiś kilometr, poradzi sobie. Nie musiała się obracać by wiedzieć
kto za nią biegnie. Czego on chce?! Biegła i biegła, teren był nierówny. Adrenalina
pulsowała w jej ciele, serce biło ze zdwojoną siłą. Ostre wieczorne powietrze z
bólem przedzierało się z jej gardła w stronę bolących płuc. Twarz piekła od
uderzeń gorąca, ciepły pot napływał do oczu. Mięśnie napinały się zadając
cierpienie przy każdym ruchu. Niewątpliwie słabła. Nie ucieknę, nigdy nie miałam
szansy. Znalazł mnie tu, znajdzie wszędzie. Tylko ja nie zamierzam się poddać! 
Zatrzymała się gwałtownie ryjąc adidasami w piach. Biegnąca za nią ciemna
postać zareagowała podobnie. 
Stali kilka metrów od siebie, bez słowa- patrząc. Pod kapturem i w panujących
na drodze ciemnościach widziała jedynie fragment profilu jego twarzy, nosa, ust i
wysoko osadzonych kości policzkowe. Nie była w stanie dojrzeć jego ciemnych,
gniewnych oczu. Pot ciekł jej po twarzy i oddychała ciężko, on nie był w lepszym
stanie, oparł ręce o kolana. Jego zgarbiona sylwetka poruszała się w urwanym
oddechu. Szybkim i zdecydowanym ruchem zdjął plecak i wyciągnął z niego
butelkę mineralnej i sreberko. Odgryzł kawałek srebrnej materii i wyjął z niego
duża okrągłą tabletkę, którą przełamał na pół i umieścił w plastikowej butelce
wody. Za buzowało i po chwili płyn zmętniał. Chłopak wypił całość w zaledwie
kilku łykach. Patrząca na to Lenę zapiekło w gardle, z trudem przełknęła ślinę. 
-    Następnym razem nie uciekaj. Oznajmił chłopak zagniewanym tonem. 
-   To mnie nie goń! Opowiedziała zmieszana i od razu otrzymała ripostę.
-    Idiotka. Westchnął ze złością i wrzucił pustą butelkę do plecaka, w biegu
zarzucił go na ramię. Szarpnął Leną i rzucił- Rusz się!
Wyrwała ramie z jego uścisku i odwinęła się, i jednym szybkim ruchem
wymierzyła mu cios z pięści w twarz. Maks skrzywił się lekko i potarł dłonią 
policzek. 
-   Dupek! Warknęła zbita z tropu i zła. 
Chłopak przekrzywił głowę i położył dłoń na karku.
-   Myślisz, że nie uderzę Cie tylko dlatego, że jesteś dziewczyną? Spytał cedząc
słowa z pogardą.
Uniosła lekko podbródek. To dawaj- mówiły jej oczy. 
Rozstawiła szerzej, zgięte w kolanach nogi. 
Po chwili namysłu Maks sięgnął do plecaka z którego wydobył czarnego colta
kaliber 44, broń była w kaburze. Wyjął ją szybko i kilkoma wprawnymi
ruchami dokręcił tłumik. 
-   Myślę, że pójdziesz ze mną, i to bez gadania. 
Stała jak wbita w ziemię, nie mierzył do niej, ale był temu bliski. Napędzana
adrenaliną krew wzywała ją do panicznej ucieczki, do walki. Rozum zmusił jej
kończyny do miarowego wolnego kroku. Najciężej było odwrócić sie do niego
plecami. Jej zmysły szalały, wszystko kazało drżeć ze strachu, ale intuicja
zaprzeczała. Idź powoli- namawiała. A intuicja nigdy jej nie zawodziła. 
Jeśli zginę w tym lesie, zawiodę ją. Nie pomszczę matki. Nie ukończę zadania. Nie mogę sobie na
to pozwolić. Ponownie skupiła się na sytuacji, lekkim szuraniu butów chłopaka za
jej plecami, znajomej Lini drzew. Za pagórkiem do którego zmierzali był dom
wujka, teraz albo nigdy. Jeśli teraz skręcą zaczną się oddalać od jej jedynej
nadziei. Wyrwała w bok tak szybko, że chłopak z blizną nie zdążył nawet 
krzyknąć. Kilkoma skokami znalazła się na pagórku  Starając się amortyzować
upadek padem, stoczyła się ze wzgórza. Resztkami sił podciągnęła się na
wysokim murze i zniknęła za nim. Podbiegły do niej watahą  wściekle ujadając, 
powaliły na równo przystrzyżony trawnik. 
-   No już, już . Odgoniła zgraję merdających ogonów.
Ledwie sił jej starczyło, ale doczłapała się do drzwi, mijając po drodze liczną straż. Jej krewny siedział w fotelu z książką w ręku. 
-   Lena dziecko jesteś już. Powiedział cicho, ale oczy mu błyszczały. 
Dziewczyna zmęczona, przestraszona i umorusana w błocie całkiem nie miała ochoty na rozmowę. 
-   Po.. porozmawiamy jutro. Wyjąkała i udałą się pod prysznic. 
A jej wujek długo jeszcze siedział na fotelu i myślał o tym co było, jest i przede wszystkim o tym co będzie.
Gdy się zjawił było już naprawdę późno. Na jego twarzy widoczne było zmęczenie. 
-   Jakim cudem Ci się wymknęła? Zapytał zmęczony męski głos.
-    Gdybym chciał już by nie żyła. Odpowiedział zgodnie z prawdą.
-    Gdybym ja chciał nawet byś się nie urodził. Metaliczna nuta w głosie mężczyzny stwardniała. -   To twoje najważniejsze zadanie.
Chłopak otrzepał bluzę i wyszedł do przygotowanego dlań pokoju.
Był zmęczony i zły. Tak blisko celu jego podróży. Niedługo wyeliminuje nieomal najgroźniejszą Prawą w sekcie. Wyjął z plecaka nowiusieńki smart fon i wystukał kilka precyzyjnie dobranych liczb. Ekran zalał potok zdjęć i informacji. Wiedział o niej chyba wszystko. Miał dane dotyczące jej ulubionych sklepów i godzin wstawania, miał zdjęcia jak kupuje bułki w piekarni i wraca ze spotkania rady sekty. Wiedział o niej wszystko, absolutnie wszystko. Była jego obsesją. Chęć zabicia jej była jak oddychanie, nieprzerwana i znajoma. Wiedział o niej tak wiele, iż czasem czuł jakby się naprawdę znali. Jakby byli bliskimi przyjaciółmi, choć jest dużo starsza. Był tak dobry w tym co robił, bo potrafił wczuć się sytuację swojego celu. Zawsze starał się zrozumieć jego pobudki i sposób działania. Już tylko kilka elementów brakowało mu do pełnego obrazu Ekateriny, najmłodszej członkini rady Jedynych Prawych. Droga jej kariery była stroma i usiana krwawymi ofiarami. Krwawa Kat, krążyły o niej legendy. Niemal nie miała słabych punktów, niemal. Jej jedyną słabością była o zgrozo miłość. Mordująca z zimną krwią maleńkie dzieci kobieta, nie pozbawiona była instynktu rodzicielskiego. Chłopak wziął krótki prysznic i usnął.
Lena długo nie mogła zasnąć, byłą zbyt zmęczona. Przed oczyma widziała powracającą wciąż scenę. Fioletowy pokój i zapach kurczaka w ziołach, dochodzący z nowoczesnej kuchni. Głos nucącej piosenkę mamy. I nagły hałas, głośny krzyk i kilka strzałów. 
-   Nie wychodź! Wrzeszczała jej matka.
Ale dziewczynka wybiegła z pokoju, w sam raz by zobaczyć wysokiego mężczyznę, w kamizelce kuloodpornej  z czarnym znakiem wytłoczonym za szyi  Dokładnie pamiętała ten tatuaż. Koło wypełnione czarnymi znakami, odszukała go dawno temu. Aleskieren- symbol nadchodzącej śmierci. Zaskakująco adekwatny nieprawdaż? Obiecała sobie strzelić mu prosto w tętnice- naznaczoną mrocznym symbolem. Matka, była dla niej wszystkim, dała jej miłość i napełniła ją wiarą we własną wartość. Nauczyła ją żyć, nawet w chwili śmierci starała się ją chronić. Były dla siebie wszystkim.
                                         

Zapowiedź rozdziału 4


Adrenalina pulsowała w jej ciele, serce biło ze zdwojoną siłą.
Ostre wieczorne powietrze z bólem przedzierało się z jej gardła w stronę bolących płuc.
Twarz piekła od uderzeń gorąca, ciepły pot napływał do oczu.
Mięśnie napinały się zadając cierpienie przy każdym ruchu.
Niewątpliwie słabła.
Nie ucieknę, nigdy nie miałam szansy.
Znalazł mnie tu, znajdzie wszędzie.
Tyle, że ja nie zamierzam się poddać!

czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 3



"
      O serce żmii pod kwiecistą maską!
                                                                            "

Obudziła się bardzo wcześnie. Leżała chwile nasłuchując, nic nie mąciło ciszy. Obudził ja niepokój. Mocny ścisk w żołądku i wrażenie , że czyj oddech łaskocze ją po karku. Zaczęło się od dziwnego snu przesyconego elektryzującą aurą. Biegła po ciemnych ulicach nie patrząc za siebie. Chodnik był nie równy, choć osiągała niemal zawrotną prędkość, wiedziała- jej prześladowca jest tuż obok. Czuła jego wzrok. Nie miała broni i była bezbronna, mierzył do niej. Upadła i rozległ się złowieszczy syk, spojrzała na siebie, miała zakrwawioną bluzkę...
Przez chwile leżąc w łóżku miała wrażenie, że nie jest sama, że ktoś ją obserwuje. Uspokoiła się jednak, była pewna że, uciekając wczorajszego wieczoru przed Gwardzistą trafiła do szkoły i dokładnie wszystko pozamykała. Zaciągnęła zasłony na okno i zastanowiła się co dalej. W tamtej chwili po prostu spanikowała, sytuacja w której się znalazła skołowała ją doszczętnie.Jakim cudem ten chłopak się tam znalazł? To było moje zadanie! Błękitni nie działają w ten sposób nie pojawiają się przypadkiem, to nie w ich stylu. Dlaczego go zabił? Nie musiał, ja, ja poradziłabym sobie z nim. Był taki bezbronny. Zerknęła na wyświetlacz telefonu, było po piątej. Może powinnam zadzwonić do wujka? Ale wtedy istnieje ryzyko że, odwoła lub przeniesie moje zaprzysiężenie na Błękitną Gwardzistkę, już zbyt długo czekałam. Będę ostrożna i postaram się o tym zapomnieć, to był przypadek. Nigdy więcej się nie powtórzy.
Wzięła prysznic i zaplotła włosy w warkocz, wzięła się za matmę. Do śniadanie zostało jeszcze dużo czasu. Sobota dzień zawodów. Gdy dotarła na salę gimnastyczną trenerka tłumaczyła coś nerwowo kilku licealistom. Rozpromieniła się na widok Leny ubranej w barwy szkoły.
-Dobrze że, jesteś, właśnie mówiłam drużynie nasza taktykę. Dobrze by było gdybyś pojawiła się na którymś z treningów. Zauważyła kąśliwie trzymając się za boki.
-Nie miałam czasu. Powiedziała patrząc na w-f'istkę pogardliwie.
-A czym to ty możesz być zajęta hę? Prychnęła baba i wróciła do omawiania planu.
Lena pokręciła głową zdegustowana. Czekało ją kilka godzin w towarzystwie spoconych dziewczyn. Nie była championką siatkówki, ale świetnie radziła sobie w kosza. Na przerwie z sąsiedniej sali wybiegli męscy zawodnicy turnieju.
-Cześć, jednak dotarłaś co? Zapytał jej kolega z klasy dotykając jej ramienia.
Odwróciła się gwałtownie, choć nie czuła z jego strony żadnego zagrożenia.
-Musiałam. Odpowiedziała cierpko przyglądając mu się, był jak przystało na koszykarza wysoki i całkiem nieźle zbudowany. Miał trochę dłuższe włosy, które kręciły się lekko na końcach.
-Nie czujesz ducha rywalizacji. Zaśmiał się przyjaźnie.
-Kris dawaj! Krzyknął ktoś z tyłu sali i chłopak odwrócił się z żalem.
-Musze lecieć. Rzucił i zniknął za podwójnymi drzwiami.
Zawody trwały jeszcze chwile, a po ich skończeniu Lena czuła satysfakcję jak po spełnieniu przykrego obowiązku. Niemal przespała niedzielę, rezygnując nawet z biegania. Zjadła popcorn i oglądała filmy. Wyrzuciła z głowy nieudane polowanie. Zasypiając zastanawiałam się czy mama kiedykolwiek wstrzymała się od strzału. Może tamtej nocy, też się zawahała, tylko nikt nie przyszedł z odsieczą? Zwinęła się w kulkę i zamknęła oczy, pilnując by nie pociekły z nich łzy. Zabiję ich bez wahania, poczekam aż zdadzą sobie sprawę z tego kim jestem. Jak pożałują, że kiedyś źle dobrali ofiarę, ale wtedy będzie już a późno. Ocalałam aby ich pomścić, tylko po to żyję...

***

Świt powitał mieszkańców Miasta Nad Rwącą Rzeką szarością i deszczem. Ciężkie krople uderzały w chodniki, dachy i maski samochodów, zalewały czarne parasole i dudniły w metalowe parapety. Pozapinani pod samą szyję zaspani mieszkańcy zadymionego od pieców kaflowych i spalin samochodowych miasta, przeklinali dziś deszcz, wdzierający się za kołnierze i moczący włosy. Chodniki usiane były kałużami a błoto przylepiało się do nogawek spodni i brudziło buty. W zespole szkół im. Armii Krajowej, w którym mieściło się prywatne gimnazjum i liceum z internatem,uczniowie powoli budzili się ze snu. Za kilkanaście minut zaczną leniwie zwlekać się z łóżek. Będą przemierzać pokryte kafelkami korytarze, prowadzące do łazienek. W pokojach zacznie się ruch, na niższych piętrach gimnazjaliści zaczną się przepychać w drodze do stołówki. Znudzeni licealiści będą bez problemu torować sobie między nimi drogę. Na razie jest jednak cicho. Nic nie mąci ciszy, nie rozdzwoniły się jeszcze budziki. Jest tak spokojnie.
Lena tuszowała znaki nieprzespanej nocy makijażem gdy rozdzwonił się dzwonek zapowiadający zajęcia. Nie przejęła się tym, pierwszą lekcją była religia. Bez pośpiechu dotarła na lekcję, która już się zaczęła. Cichutko zajęła miejsce z tyłu obszernej sali, jeszcze nie do końca obudzona, nie do końca wyrwana ze szponów niepokoju. Uczucie zbliżającego nie niebezpieczeństwa nie odstępowało jej na krok. Tliło się gdzieś z tyłu głowy, nie przeszkadzając, ale zachowując czujność i gotowość by zaatakować bólem i nudnościami, spowodować drżenie dłoni i kolan.
--Czy spóźnianie się na moją lekcje weszło Ci już w krew? Spytała Siostra Urszula mierząc w nią swój szponiasty palec.
-- Przegapiłam coś ważnego? Odcięła się Lena, ze znudzeniem unosząc głowę.
Obecni w sali uczniowie podnieśli się podekscytowani zapowiedzią nowej pyskówki.
--Religia jest najważniejszym przedmiotem. Oczekuję większego zaangażowania.
– Już bardziej nie mogę. Odpowiedziała dziewczyna powstrzymując się od uśmiechu.
– Czy ty w ogóle wierzysz w Boga? Podniosła lament zakonnica odwracając się tyłem do roześmianej klasy.
– Wierzę... . Zaczęła Lena powoli hardym głosem.
Zapadła cisza, wszyscy chcieli usłyszeć ripostę.
--Wierze i nic nie ma do tego Pani czarny zakonny strój. Moje wizyty w kościele, czy te pozbawione sensu lekcję. One nic nowego nie wnoszą do mojej wiary, całe to Wasze kościelne przedstawienie nie robi na mnie wrażenia. Żadne Pani słowa tego nie zmienią. Jej spokojny ton, i nie ustępliwe spojrzenie, przeraziły starą nauczycielkę.
- Precz z mojej sali krnąbrna dziewczyno! Nie chcę Cię tu więcej widzieć.
Lena poczuła złość, chwyciła torbę i wyszła z klasy, przewracając krzesło.
Szła szybko wciąż zdenerwowana i podirytowana. Religia podniosłaby mi średnią!
Co za ograniczona, stara torba! Będę musiała teraz zapisać się na etykę.
Znów złapał ją skurcz, mocniejszy niż inne, złapała za klamkę drzwi do sekretariatu. Lekko kręciło jej się w głowie, przed oczami tańczyły ciemne plamy. Uczucie ustało niemal tak szybko jak się pojawiło. Wkroczyła pewnie do sekretariatu, rzucając wściekłe spojrzenie pracującej tam księgowej.
-Chcę się zapisać na etykę. Oświadczyła kładąc ręce na blacie. - Zmieni mi Pani plan?
--Tak w środku semestru, nie wiem co na to Pani Cielicka. Zachowując swój wyimaginowany profesjonalizm wystukała kilka poleceń na klawiaturze komputera.
Po chwili dało się usłyszeć charakterystyczne buczenie drukarki. Drzwi od gabinetu dyrektora otworzyły się, usłyszała zachrypnięty głos
--Tak, zdarzę na drugą lekcję. Do widzenia.
Zamarła na moment, przywołując w pamięci złowieszczy syk i jęk umierającego. Podniosła głowę bez udziału woli i spojrzała na stojącego przy drzwiach chłopaka.
To nie możliwe....
Jego twarz zdobiła pionowa blizna na lewym policzku. Oczy były ciemne i bezdenne. Czarne obcięte jak na rekruta włosy sterczały lekko. W dłoni trzymał arkusz z planem lekcji. Ich spojrzenia spotkały się. Lekko mrużył oczy. Po plecach przeszedł ją zimny dreszcz strachu. Kartka w dłoni wydawała się przybierać kształt nie dużego pistoletu, zakończonego długim tłumikiem.
-Leno, Leno! Głos sekretarki zdawał się dochodzić z innego oddalonego pomieszczenia.
Wyciągnęła dłoń za siebie, nie odrywając wzroku od zagrożenia.
-Dziękuje Pani. Wyszeptała wciąż na nią nie patrząc.
Podjęła decyzję i szybko wybiegła z sali. Pędziła nie patrząc za siebie, gdy zadzwonił dzwonek. Z sal wychodzili uczniowie. Starając się nie zwalniać wbiegała w tłum. Odważyła się odwrócić jednak chłopaka z blizną nigdzie nie było. Bach! Wpadła na wysokiego i umięśnionego chłopaka, niemal go przewracając. Przytrzymał ją delikatnie i odciągną na bok.
--Co się stało Lena? Zapytał zmartwiony.
Ten głos rozpoznała z łatwością.
--Kris... ja... sorry nie zauważyłam Cie. Wyjąkała słabo.
On tu jest! Muszę pobiec po Zemstę! Ale nie mogę przecież latać po szkole z naładowanym pistoletem. Co mam zrobić. Czego on chce?! Pomógł mi, czy oczekuje zapłaty?
--Co się stało? Źle się czujesz? Jesteś strasznie blada. Paplał koszykarz, jeszcze nigdy przy nim Lenie nie zabrakło słów. To było taki urocze i zatrważające jednocześnie.
– Nic mi nie jest Kris. Pójdziemy razem na następną lekcje? Zapytała starając się brzmieć jasno i rzeczowo.
Nieznajomy, kimkolwiek by nie był nie zaatakuję w tłumie.
Szli ramie w ramię, choć w panującym tłumie widać było tylko chłopaka, przez moment Lena zapragnęła być tak wysoka, bez trudu dostrzegłaby wówczas chłopka z blizną, zdała sobie jednak sprawę, że on tez by ją zobaczył!
Z trudem dobrnęła do dwóch ostatnich w-f'ów, na wszystkich lekcjach byłą nieobecna duchem. Straszył ją każdy wchodzący do klasy nauczyciel. Na przerwach jak nigdy starała się przebywać w większej grupie. Z pomocą przyszedł jej Kris, jakby czując jej niemą prośbę, nie odstępował jej na krok. Rozdzielili się dopiero przed ostatnim w-f'em.
W szatani była już bardziej odprężona. Wysiłek fizyczny, pod okiem nauczycielki i w tłumie dziewcząt wydawał się rajem. Zniosła nawet standardowe przytyki wrednej trenerki, bez słowa. Na przerwę między zajęciami wyszła lekko spocona, ale zadowolona. Już ruszała w stronę rozmawiającego z kimś Krisa, gdy dały o sobie znać- uczucie niepokoju i adrenalina.
--O Lena, w szkole jest nowy uczeń. Zagaił koszykarz odwracając się do niej.
Stojący przy nim chłopak z blizną uśmiechnął się lekko. Widok zszokowanej dziewczyny zdawał się budzić w nim zadowolenie.
Lena ledwo zachowała zimną krew.
--Miło mi Cię poznać, choć wydaje mi się , że gdzieś Cię już widziałam. Odparła siląc się na nonszalancję.
– Raczej nie, jestem nowy w mieście. Oświadczył z kamienną miną.
– Skąd jesteś? Drążyła starając się pod niewinnym pretekstem wydobyć jak najwięcej informacji.
Chłopak uśmiechną się przyjaźnie, choć Lena mogłaby przysiąc że, raczej wyszczerzył groźnie zęby.
- Z daleka.
Zadzwonił dzwonek, ale oni wciąż stali mierząc się nawzajem przeszywającym wzrokiem.
--Ekhm Lena, mnie masz jeszcze jednej lekcji? Zapytał Kris robiąc kwaśną minę.-- Ja też już muszę iść. Dokończył znaczącym tonem.
Chłopak z blizną wykrzywił usta w dziwnym grymasie i posłał jej ostatnie spojrzenie spod wachlarzu ciemnych rzęs.
--Na razie Lena. Rzucił i odszedł z dłońmi w kieszeniach.
Dziewczyna pozbierała się i gdy znikną za zakrętem , pobiegła na zajęcia. Nie szło jej już tak dobrze jak przedtem.
Nadszedł czas by zadzwonić do wujka. Teraz była już pewna.